Hej. Wiem, że trochę późno ale chcę wam życzyć zdrowych, pogodnych i wesołych Świąt. Wiecie wiele prezentów, świetnych znajomych i samych pozytywnych sytuacji w życiu. No i zdrowia przede wszystkim. Czego tam mogę wam życzyć... to chyba wszystko.
Do przeczytania.
środa, 24 grudnia 2014
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Zbierz się ludu wierny....
Nie będę powtarzać tego co napisałam tu. Powtórzenia są trochę dziwne, zwłaszcza całego tekstu. Jednak mówię wam o tym gdyż wszem i wobec ogłaszam wspaniałe nowiny. Otóż Aleksji.... Ale za nim o tym. Wszyscy wiemy, że najpierw przeniosła to opowiadanie na Facebooka a następnie i stamtąd zniknęło. Na samym początku zamierzałam ją za to udusić ale coś mnie powstrzymało. Ludzie teraz komunikat właściwy. Jeśli chcecie dokończyć to opowiadanie to idziecie do sklepu albo na stronkę zaczytani.pl i kupujecie sobie książkę pod tytułem "Dotyk Życia".
Do zobaczyska.
Do autorki: Ilość stron jest porażająco mała. Skończyłam ją w jeden dzień więc szykuj się do pisania kolejnej. Masz za duży talent by go zmarnować. Już i tak mnie do szewskiej pasji doprowadzasz tymi niedokończonymi opowiadaniami. A jeśli piśniesz coś o tym, że sama nie dokańczam mojego to powiem ci tak: Ja jedno ty sześć.
Napisała co chciała (w sensie ja) i spada.
Do zobaczyska.
Do autorki: Ilość stron jest porażająco mała. Skończyłam ją w jeden dzień więc szykuj się do pisania kolejnej. Masz za duży talent by go zmarnować. Już i tak mnie do szewskiej pasji doprowadzasz tymi niedokończonymi opowiadaniami. A jeśli piśniesz coś o tym, że sama nie dokańczam mojego to powiem ci tak: Ja jedno ty sześć.
Napisała co chciała (w sensie ja) i spada.
niedziela, 23 listopada 2014
Rozdział Dziewiętnasty
Czy ktoś tęsknił za opowiadaniem? Kogo udało mi się wkurzyć tym postem?
-Czy mogę wiedzieć co robisz?-
warknęłam zirytowana.
-Lepiej będzie dla ciebie gdy
zamilkniesz.
-Bo co?
-Jesteś chora więc na razie
nic. Jednak gdy tylko wyzdrowiejesz popamiętasz przemilczenie tego
faktu.- powiedział ponuro.
-A co cię obchodzi moje
zdrowie?
-Wiele.- szepnął przy mim
uchu, po czym przycisnął mnie mocniej do siebie.- A teraz śpij bo
inaczej ci w tym pomogę.
-To pomóż.- warknęłam.- Nie
wiem czy wiesz ale z kaszlem to dosyć trudne.
Poczułam jego dłoń na moim
czole i zasnęłam. Śniło mi się coś nietypowego. Leżałam na
łóżku gdy nagle podbiegł do mnie jakiś chłopiec.
-Mamo! Tata nie chce się ze mną
zgodzić!
Byłam w stu procentach pewna,
że mówi do mnie. Wdrapał się na łóżko a następnie na moje
kolana.
-O co chodzi?- spytałam go z
czułością.
-Tata mówi że Nicole będzie
miała na imię Monic.
-Mogę cię zapewnić, że na
pewno będzie się nazywać Nicole.-
powiedziałam.
Nagle przez nieznane mi drzwi
wyszedł Wojna. Chłopiec uśmiechnął się do niego z wyższością.
-Widzisz tato?- powiedział z
wyższością w głosie.- Ona ma na imię Nicole.
Chwila, chwila. On niby jest
ojcem dziecka, które nazywa mnie matką? I czemu mówię takie
dziwne rzeczy?
- Naprawdę?- powiedział,
unosząc brew.- Myślałem, że cię przekonałem.
-Nigdy mnie nie przekonasz.- O
udało mi się powiedzieć coś swojego.
Chłopak usiadł obok mnie i
mnie pocałował. Byłam kompletnym szoku. Odsunął się ode mnie i
uśmiechnął. Byłam zdezorientowana.
-Nicole.- powiedziałam po
chwili.
-W nocy bardziej się postaram.
-To nie fair. Ja nie mogę się
bardziej postarać.
-Nie musisz.- zapewniłam go.
Chłopiec uśmiechnął się. W
następnej chwili przyszedł Zaraza. Mały pobiegł do niego i poszli
do tamtego pokoju.
-Dlaczego nie Monic?- zapytał
Whawhai.
-Mówiłam ci przecież, że tak
miała na imię dziewczyna, która mi dokuczała. To imię mi się
źle kojarzy.- czemu ja
mu to mówię.
-Niech ci będzie.- mruknął i
pocałował mnie.- Ale nie zrezygnuję z tego nocnych planów.
Nie wiem czemu się
uśmiechnęłam. A jeszcze gorsze było to, że sama go po chwili
pocałowałam.
Obudziłam się zdezorientowana.
Spojrzałam na chłopaka zdziwiona. Nie spał.
-Chyba byłam w twoim śnie.-
powiedziałam.
-Mnie nie śnią się dzieci.-
warknął.
-Nikt nic nie mówił o
dzieciach.
Zamilkł. Punkt dla mnie.
Chłopak westchnął i pocałował mnie. Tak samo jak we śnie. Z
dziwnym leniwym zaangażowaniem od którego moje serce wrzuciło na
wyższy bieg. Byłam w szoku. Po chwili chłopak delikatnie pchnął
mnie na łóżko i położył się na mnie. Nie mogłam się
poruszyć. Jego usta zjechały na moją szyję.
-P...przestań.- zająknęłam
się.
-Nie.- powiedział.
Po jego głosie można było
poznać, że się uśmiecha.
-Proszę.- powiedziałam ledwie
panują nad głosem.
Pokręcił głową.
-Nie ujdzie ci to płazem
zwłaszcza, że teraz wiem co na ciebie działa.
-Proszę.- szepnęłam.- Ja nie
chcę. Myślisz, że taka chwila jest coś warta jeśli później jej
się żałuje?
Zatrzymał się. Po chwili
położył się obok mnie i mocno mnie objął. Czemu nagle zaczęłam
inaczej reagować na jego dotyk? Gdy tylko mnie dotknął przeszły
mnie dziwne dreszcze. Zaczął głaskać mnie po głowie a po chwili
wplótł palce w moje włosy. Czułam się jakbym była mu podana na
tacy. To było paskudne uczucie. Zamknęłam oczy by nie musieć tego
czuć jednak to wrażenie mnie nie opuszczało.
-Kocham cię.- szepnął.
-Nie kłam.- mówię mając
nadzieję, że mam rację.
Jaka szkoda że się myliłam.
By przekonać mnie co do prawdy tych słów pocałował mnie. Teraz
robił to znacznie częściej. Wiedział przecież, że przynosi to
oczekiwany efekt. Bałam się, że teraz nic go nie powstrzyma. On
jednak odsunął się ode mnie a ja zrobiłam to samo.
-Czyli teraz będziesz nie
unikać?- zapytał.
-Teraz stałeś się jeszcze
groźniejszy.
Westchnął i spojrzał na mnie.
-Co mam zrobić by nasze relacje
były normalne?- zapytał.- Bym mógł się do ciebie zbliżyć?
-Nic nie możesz zrobić.-
powiedziałam beznamiętnie.
Usiadłam oplatając nogi
rękoma. Whawhai zszedł z łóżka i kucnął obok mnie. Delikatnie
dotknął mojej dłoni a ja cofnęłam się. Jęknął.
-Nie masz nic do powiedzenia?-
spytał z bólem.- Żadnej odzywki? Złośliwości?
Milczałam.
-Claire,
proszę cię. Nie zachowuj się tak. To jest okropne.
Odwróciłam wzrok. Ten
natomiast podniósł mnie, posadził sobie na kolana i przycisnął
mnie do siebie. Zaczął mną delikatnie kołysać, głaskać o
głowie i szeptać coś niezrozumiałego. Pocałował mnie w czubek
głowy. Niech już przestanie. Czuję, że nie długo po prostu się
złamię. Kiedyś obiecałam sobie, że nikt nie będzie przeze mnie
cierpiał.
-Przestań.- szepnęłam.
Chyba mu ulżyło.
-Claire?
-Hm?
-Bardzo cię kocham.
-Ta.- odparłam sucho.
Następnie zaniósł mnie do
kuchni i znów zrobił mi coś do jedzenia. Ignorowałam go więc od
razu pojawił się obok.
-Maleńka, co jest?- spytał.
To określenie mnie zirytowało.
-Jak ty mnie nazwałeś?-
zwróciłam się do niego zirytowana.
-Maleńka.- powtórzył
z ciepłym uśmiechem.
Nikt już nie będzie mnie tak
nazywał! Nigdy.
-Nigdy więcej tak do mnie się
nie zwracaj.- syknęłam.
Chyba zauważył w tym jakieś
drugie dno bo od razu
spoważniał.
-Kto cię skrzywdził?- warknął.
Zamrugałam zaskoczona. Po
prostu powiedziałam mu, że nie chcę by mnie tak nazywał.
-Chodziłam z takim jednym...-
odparłam zmieszana.- dość szybko zerwaliśmy...
-Ty z nim?
Pokiwałam głową.
-Zgaduję, że nie mógł się z
tym pogodzić.
Znowu pokiwałam głową.
-Stalker?-zapytał po raz
kolejny.
Jak on zgaduje? Czyta mi w
myślach? Jednak potwierdziłam. Nie
miałam bladego pojęcia o co mu chodzi? Jednak on po prostu
przytulił mnie. Spięłam się, co okazało się dziwnie trudne.
-Mogę go zabić?- zapytał.
Odsunęłam go od siebie.
-Co?- spytałam zszokowana.
-Nie pozwolę nikomu cię
prześladować.
-A ty niby mogłeś?
Milczał.
-Z resztą, nie możesz go
zabić. Nie tak po prostu.
-Mogę.- powiedział spokojnie.
-Nie,
nie możesz.
Pocałował mnie w usta.
-Jednak bym chciał.
-N...nie pozwolę ci na to.
-Jesteś słodka.
-Och, odczep się.- mruknęłam.
-Jak będziesz jeść, kotku.
Odwróciłam głowę. Zaśmiał
się.
niedziela, 9 listopada 2014
I oto ten będzie oceniany!
Siostra cały czas truje mi... znaczy się namawia mnie na ocenę tego bloga. Od razu mówię, że teraz (czyli gdy to piszę) jestem trochę sceptyczna. O co chodzi? Mianowicie o to że:
1. Nie czytałam jeszcze tego bloga. To co piszę teraz piszę jest najzupełniej w ciemno.
2. Jest tam postać która nie przypadła mi do gustu wcześniej (tak, to fanfiction) więc postaram się nie dostawać szału gdy ten się pojawi.
Ok, koniec gadania czas zabrać się do pracy.
Blog pod tytułem Harry Potter i Siła Życia chyba (nawet siostra mi tego nie potrafi powiedzieć na 100%). Autorką jest Rockowa_Pumcia. No to co? Jedziemy?
Akcja zaczyna się na ulicy... bez skojarzeń! To tylko wieczór a Harry po prostu spaceruje. Jednak pora późna i wraca do domu, do pokoju. Wspomina tym jak to się zaczęło, że jest Chłopcem-Który-Przeżył. Następne wspomnienia to nauka w Hogwarcie. Gdybyście wy mieli taką jazdę w szkole to też byście wspominali. Przerywa mu ciotka wrzeszcząc, że kolacja już na stole. Nie wiem czemu nazywa to kolacja. Pół... nie chwila, ćwierć grejpfruta. Serio. A to czemu głodzą Harry'ego? Bo Dudley był na diecie. Sprawiedliwe? Nie. A czy oni wiedzą co to sprawiedliwe traktowanie? No nie wydaje mi się. Wracając do opowiadania. Gdy Harry wraca do pokoju wcina słodycze. Spryciarzu. Następnego ranka kupił od sowy gazetę i po przeczytaniu jej zszedł na śniadanie. Tam dowiedział się, że próbowano porwać ministra. Rozpoznał dwójkę, Snape'a i Bellatriks. Nie zwracając na nikogo uwagi wrócił wściekły do swojego pokoju. Krążył po nim jak sęp dopóki nie przyleciała sowa Rona. Dostarczyła mu zaproszenie na ślub Billa i Fleur oraz list od Rona. Potwierdził swoją obecność po czym zszedł na dół i oświadczył, że jutro o jedenastej odejdzie odejdzie stąd na zawsze. W pokoju znów zaczął rozmyślać (może zostanie filozofem?). Najpierw o dziewczynie (przecież ważniejsze) a następnie o horkruksach (też ważne). Następnie przypomniał sobie o własnych urodzinach (a czy to ważne?) po których będzie mógł czarować (a, no chyba, że tak). Następnego dnia wstał gdy przyleciała poczta. I znów zszedł na "śniadanie". I tam doznał szoku. Oni się z nim pożegnali! Wtf?! Najpierw wredoty a teraz to mili? Posrało ich? Z resztą nie ważne. O jedenastej przybyli po niego Remus Lupin, Ron który przypakował i jego ojciec. Przenieśli się do Nory gdzie rzuciła się na niego Hermiona (czyżby morderstwo?) i przywitała go (e, szkoda). Na obiedzie dowiedział się, że Ginny siedzi w pokoju odkąd z nią zerwał (syndrom supermana, że Harry, on go ma). Następnie przeszli na temat horkruksów (czemu oni mówią albo o Ginny albo o nich? to jakieś zboczenie zawodowe?). Następnego dnia obudził go Ron. Sprowadził na dół, na śniadanie i urodzinową niespodziankę. Następnie udał się do pokoju rudowłosej. Porozmawiali i zeszli się. Niestety Ron wygadał się braciom a oni reszcie. W takiej atmosferze minęły mu urodziny. Dalej przygotowywali ślub i pojechali po prezenty. Jednak w nocy miał koszmar. Widział jak Voldzio planuje zaatakować Wesley'ów na ślubie. O 18:00. Harry oczywiście powiedział reszcie co widział i podjęto odpowiednie środki. Następnego dnia przed osiemnastą mieli przybyć Aurorzy i Zakon. Harry onownie położył się spać i tym razem śniła mu się Ginny (widzicie, albo zło albo jego dziewczyna. czy widzicie jakiś związek?). Przygotowania, przebieranie się (Harry i Ron mieli problemy z włosami), zachwyt chłopców nad Ginny i Hermioną, ślub i atak. Punktualnie o osiemnastej. Zaklęcia padają na lewo i prawo. Śmierciożercy w wyraźnej defensywie, wszyscy walczą. Nagle Harry obrywa Sectumsempra i pada. Czuje że to koniec.
Czy Harry umrze? Co z innymi? Tego dowiecie się czytając dalej bloga. Macie link od razu do pierwszego rozdziału.
Zalecenia Gala Anonima: NO IDŹ I CZYTAJ!! NIE MAM BLADEGO POJĘCIA CO TU JESZCZE ROBISZ!! OCZYWIŚCIE OPRÓCZ TEGO, ŻE MARNUJESZ CZAS!!
1. Nie czytałam jeszcze tego bloga. To co piszę teraz piszę jest najzupełniej w ciemno.
2. Jest tam postać która nie przypadła mi do gustu wcześniej (tak, to fanfiction) więc postaram się nie dostawać szału gdy ten się pojawi.
Ok, koniec gadania czas zabrać się do pracy.
Blog pod tytułem Harry Potter i Siła Życia chyba (nawet siostra mi tego nie potrafi powiedzieć na 100%). Autorką jest Rockowa_Pumcia. No to co? Jedziemy?
Akcja zaczyna się na ulicy... bez skojarzeń! To tylko wieczór a Harry po prostu spaceruje. Jednak pora późna i wraca do domu, do pokoju. Wspomina tym jak to się zaczęło, że jest Chłopcem-Który-Przeżył. Następne wspomnienia to nauka w Hogwarcie. Gdybyście wy mieli taką jazdę w szkole to też byście wspominali. Przerywa mu ciotka wrzeszcząc, że kolacja już na stole. Nie wiem czemu nazywa to kolacja. Pół... nie chwila, ćwierć grejpfruta. Serio. A to czemu głodzą Harry'ego? Bo Dudley był na diecie. Sprawiedliwe? Nie. A czy oni wiedzą co to sprawiedliwe traktowanie? No nie wydaje mi się. Wracając do opowiadania. Gdy Harry wraca do pokoju wcina słodycze. Spryciarzu. Następnego ranka kupił od sowy gazetę i po przeczytaniu jej zszedł na śniadanie. Tam dowiedział się, że próbowano porwać ministra. Rozpoznał dwójkę, Snape'a i Bellatriks. Nie zwracając na nikogo uwagi wrócił wściekły do swojego pokoju. Krążył po nim jak sęp dopóki nie przyleciała sowa Rona. Dostarczyła mu zaproszenie na ślub Billa i Fleur oraz list od Rona. Potwierdził swoją obecność po czym zszedł na dół i oświadczył, że jutro o jedenastej odejdzie odejdzie stąd na zawsze. W pokoju znów zaczął rozmyślać (może zostanie filozofem?). Najpierw o dziewczynie (przecież ważniejsze) a następnie o horkruksach (też ważne). Następnie przypomniał sobie o własnych urodzinach (a czy to ważne?) po których będzie mógł czarować (a, no chyba, że tak). Następnego dnia wstał gdy przyleciała poczta. I znów zszedł na "śniadanie". I tam doznał szoku. Oni się z nim pożegnali! Wtf?! Najpierw wredoty a teraz to mili? Posrało ich? Z resztą nie ważne. O jedenastej przybyli po niego Remus Lupin, Ron który przypakował i jego ojciec. Przenieśli się do Nory gdzie rzuciła się na niego Hermiona (czyżby morderstwo?) i przywitała go (e, szkoda). Na obiedzie dowiedział się, że Ginny siedzi w pokoju odkąd z nią zerwał (syndrom supermana, że Harry, on go ma). Następnie przeszli na temat horkruksów (czemu oni mówią albo o Ginny albo o nich? to jakieś zboczenie zawodowe?). Następnego dnia obudził go Ron. Sprowadził na dół, na śniadanie i urodzinową niespodziankę. Następnie udał się do pokoju rudowłosej. Porozmawiali i zeszli się. Niestety Ron wygadał się braciom a oni reszcie. W takiej atmosferze minęły mu urodziny. Dalej przygotowywali ślub i pojechali po prezenty. Jednak w nocy miał koszmar. Widział jak Voldzio planuje zaatakować Wesley'ów na ślubie. O 18:00. Harry oczywiście powiedział reszcie co widział i podjęto odpowiednie środki. Następnego dnia przed osiemnastą mieli przybyć Aurorzy i Zakon. Harry onownie położył się spać i tym razem śniła mu się Ginny (widzicie, albo zło albo jego dziewczyna. czy widzicie jakiś związek?). Przygotowania, przebieranie się (Harry i Ron mieli problemy z włosami), zachwyt chłopców nad Ginny i Hermioną, ślub i atak. Punktualnie o osiemnastej. Zaklęcia padają na lewo i prawo. Śmierciożercy w wyraźnej defensywie, wszyscy walczą. Nagle Harry obrywa Sectumsempra i pada. Czuje że to koniec.
Czy Harry umrze? Co z innymi? Tego dowiecie się czytając dalej bloga. Macie link od razu do pierwszego rozdziału.
Zalecenia Gala Anonima: NO IDŹ I CZYTAJ!! NIE MAM BLADEGO POJĘCIA CO TU JESZCZE ROBISZ!! OCZYWIŚCIE OPRÓCZ TEGO, ŻE MARNUJESZ CZAS!!
czwartek, 16 października 2014
Rozdział Osiemnasty
Tak, wiem. Po tak masywnej nieobecności przyszłam wam z takim czymś. Dla pocieszenia mam nową ofiarę. I niedługo albo jeszcze dziś poszukam nowych. Blogerzy bójcie się.
Oto rozdział. Nie czytać.
Oto rozdział. Nie czytać.
Ciągle czułam
czyjeś ramiona obejmujące nie w tali, przyciskające moje plecy do czyjejś
piersi, oddech na mojej głowie a co jakiś czas usta na jej czubku. Ale wszystko
co czułam wprawiało mnie w obrzydzenie. To nie był Evan. A tylko on się liczył.
Ze snu wyrwało mnie jedno słowo.
-Kochanie.
Czułość w
jego głosie spowodowała mój odruch wymiotny.
-Pomożesz mi
w czymś?- zapytał.
-Mowy nie ma.-
warknęłam.
-To nic
wielkiego. Uwierz mi.
-Tobie?-
zakpiłam.
-To może
układ? Bardzo korzystny. Ty mi pomożesz a ja nie będę cię nigdy cię nie
zgwałcę, nie zmuszę do pocałunku i nie będę cię obmacywał. Co ty na to?
Zamknęłam
oczy.
-Co mam
zrobić?
Usiadłam i
odsunęłam się od niego. Spojrzałam na niego a on wskazał na swoje przedramię.
Gdy na nie spojrzałam musiałam zakryć ręką usta. Kula średnicy kciuka tkwiła
niedaleko zgięcia łokcia. Włożył w moją dłoń pęsetę. Spojrzałam na niego
przerażona.
-Mam ją
wyjąć?!
Mój głoś był
piskliwy. No cóż to była przerażająca propozycja.
-Masz szansę
sprawić mi trochę bólu. Możesz się zemścić za chłopaka.
I to dodało
mi zapału. Zamierzyłam się i wyciągnęłam kulę. Krew trysnęła a ja krzyknęłam.
Czułam ciepłą ciesz na twarzy… i szyi… i ramionach… i tułowiu. Oddychałam
płytko i trzęsłam się. Po chwili mocno mnie objął. W tym momencie na chwilę
przestałam myśleć o tym kim jest i co zrobił. Byłam tylko roztrzęsioną dziewczyną
a on jedyną osobą która była w pobliżu. Gdy udało mi się pozbierać odsunęłam
się od niego i poszłam do łazienki. Umyłam twarz i ręce. Drzwi nagle się
otworzyły. Wojna. Trzymał w rękach dużą ilość krwistoczerwonego materiału. Co
ja miałam z tym zrobić? Rozwiesić we wszystkich oknach czy może uszyć w tego
pościel? Co tam jedną, dwie!
-Co to?-
zapytam.
-Pomyślałem,
że będziesz chciała się przebrać. Daj mi od razu piżamę to pozbędę się krwi.
-Nie
przebiorę się przy tobie.- powiedziałam twardo.
-Już widziałem
cię nago.- powiedział spokojnie.- I nadal uważam, że jesteś piękna.
Przemilczałam
to. Udawałam, że nie zabolało mnie to, że powiedział mi to więcej razy niż Evan
zdążył.
-Rozłóż to.
Posłuchał. Była
to suknia z gorsetem. Zdawało mi się, że nie zakryje całych moich piersi. Dół
był rozkloszowany i pikowany a góra zdobiona brokatem i złotymi nićmi.
-Nie założę
tego.
-Spróbuję
innym razem.- powiedział.
Gdy przyniósł
mi inne ubrania, niechętnie zdjęłam koszulę i szybko chwyciłam ubrania
zasłaniając się nimi.
-Won.
Wyszedł i
wreszcie mogłam skulić się na podłodze łazienki. Po jakimś czasie płaczu za
Evanem i użalaniu się nad sobą ubrałam się i przekręciłam klucz w drzwiach. Nie
minęła nawet sekunda gdy zaczął pukać do drzwi.
-Otwórz
kochanie.
Nie chcę by
mnie tak nazywał.
-Mam imię.-
warknęłam.
-Clarie.-
wypowiedział je miękko a mnie zaczęły się wnętrzności skręcać.- Otwórz te
drzwi, proszę.
-Nigdy.-
powiedziałam z odrazą.
-Jak mam cię
karmić?- zapytał.
Prychnęłam.
Próbował wymyślić coś na szybko.
-Nie obchodzi
mnie to. Jak dla mnie nie musisz się starać.- odpowiedziałam.
Jednak coś
wymyślił. Pozbył się ślicznie zdobionej kratki w drzwiach i tamtędy przekazywał
jedzenie. Chyba nie muszę wspominać, że go nie tknęłam. Zasnęłam na podłodze,
unikając pościeli którą przekazał. Obudziłam się chyba następnego dnia, nie
wiem. Światło w łazience nie zmieniło się od wczoraj. Wzięłam kąpiel bo spałam
w ubraniach. Jednak gdy wyszłam spod prysznica czekała na mnie suknia a nie
jeansy i koszulka z Bleach. Otuliłam
się rącznikiem i usiadłam w kącie. Po jakimś czasie ponowił próbę dostania się
do środka… chyba.
-Kochanie,
mam nadzieję, że się ubrałaś bo mam dość twojego samo zaniedbania więc po
prostu wejdę tam i cię stamtąd wyniosę.
Groźby,
żałosne. Zamknęłam oczy i oparłam się głową o kafelki. Zaczął liczyć od 50 w
dół. Jak na moje mógł zacząć od miliona bo efekt będzie ten sam. Zastanawiałam
się co robić z tym dniem. Gdy brałam prysznic łyknęłam trochę wody. Bez
jedzenia da się ponoć przeżyć tydzień. Sprawdzę. Z wodą nie będzie problemu,
przecież to łazienka. Może sobie pośpię? No ale tak całe dnie spać? W sumie dla
rozrywki mogę posłuchać jego biadolenia. Dotarł do 15 i zaczął liczyć głośniej.
Przy 3 prawie krzyczał. Ułożyłam się na podłodze by podrzemać sobie gdy nade
mną pojawił się cień. Otworzyłam oczy i krzyknęłam, zrywając się do pozycji
siedzącej. Jest tu! Niech to, przecież nawet nie otwierał drzwi! Dla pewności
wychyliłam się i sprawdziłam. Były zamknięte.
-Jesteśmy w
końcu u mnie, kochanie.- jego ton był szorstki ale to tylko spowodowało, że
jeszcze bardziej chciałam się z nim wykłócać.
-Mnie też nie
podoba się, że tu jestem.- warknęłam.
On tylko
zmrużył oczy i podniósł mnie. Zaczęłam na niego krzyczeć ale nic sobie z tego
nie robił. Jak również z tego, że waliłam go pięściami. Posadził mnie w fotelu
i wrócił do łazienki. Wyszedł z niej trzymając to czerwone coś.
-Mówiłam, że
tego nie ubiorę.
-Albo
będziesz to nosić- nachylił się nade mną i położył mi suknię na kolana.- albo
będziesz chodzić nago.- mówiąc to chwycił brzeg ręcznika.- Żarty się skończyły
kochanie.
Po czym
wcisnął mi swój język do ust. Jęknęłam i zaczęłam walić go jak popadnie.
Rozwinął ręcznik a ja jęknęłam. Zaczęłam płakać. Nie chciałam by tak to się
skończyło. Znieruchomiał i powoli odsunął się.
-Widzisz
kochanie? Nie słuchasz się i jak to się kończy?
Bądź grzeczna.
Wyprostował
się i wolno przesunął po mnie wzrokiem. Cała się trzęsłam. On natomiast nic
sobie z tego nie robiąc poszedł do łazienki. Wykorzystałam to i przekradłam się
do łóżka gdzie opatuliłam się kołdrą. Gdy do moich uszu dobiegł dźwięk lecącej
z pod prysznica wody odetchnęłam z ulgą. Zamknęłam oczy i od razu zasnęłam.
Jednak nie spałam zbyt długo. Powód? Mój żołądek nie dawał mi spokoju nawet we
śnie. Cały czas śniło mi się jedzenie. Mój mózg to chyba lubi się nade mną
znęcać. Jednak gdy tylko otworzyłam oczy przestała mi się podobać pozycja w
jakiej się znajdowałam. Wojna siedział na łóżku a ja otulona kołdrą na jego
kolanach. Odruchem było już trzęsienie się a przerażenie było normą. Szarpnęłam
się jednak on tylko wzmocnił uścisk. Z moich oczu już płynęły łzy.
-Puść mnie.-
jęknęłam.
-Wiesz, że
tego nie zrobię.- szepnął w czubek mojej głowy.
-Dlaczego
teką satysfakcję sprawia ci dręczenie mnie?
Westchnięcie.
Niespodziewanie wstał i zaniósł mnie do kuchni. Posadziwszy na taborecie,
przygotował coś do jedzenia po czym postawił przede mną tosty z serem.
Przeklęłam w duchu ale nic nie tknęłam. Whawhai usiadł naprzeciw, wziął jedną
kanapkę z talerza i przysunął mi ją do ust. Odwróciłam głowę.
-Niejadek.-
usłyszałam.
Wzruszyłam
tylko ramionami.
-Spójrz na
mnie.
Zrobiłam to
niechętnie. On ugryzł kanapkę i zaczął udawać, że się krztusi. Po chwili
przestał.
-A nie.
Jednak tego nie otrułem.- z powrotem kanapka znalazła się przed moimi ustami.-
a teraz jedz. Bo uwierz mi kochanie, znajdę sposób by cię do tego nakłonić.
Powoli
wzięłam gryz kanapki i niechętnie zaczęłam ją przeżuwać. Starałam się nie
patrzyć na jego pełną zadowolenia minę. Po posiłku znów mnie podniósł i położył
z powrotem do łóżka. Odwróciłam się od niego. Wojna natomiast położył się obok
mnie i objął mnie w pasie. Wzdrygnęłam się.
Tak minęło kilka
dni. Od jakiś dwóch mam wyższą temperaturę. Przemilczałam ten fakt. Leżę na boku
mając na sobie zwykłe spodnie i koszulkę. Udało mi się to wynegocjować… za pocałunek.
Fuj. Oczywiście omal mnie przy tym nie zgwałcił. Więc tak sobie leżę i rozmyślam
gdy nagle Wojna podchodzi do nie i niemal zdziera ze mnie koszulkę. Zaczęłam się
szarpać.
-Mogłabyś się
czasem powstrzymać z tym wierceniem.
W tym momencie
poczułam jego palce… rozsmarowywujące mi coś na brzuchu. Znieruchomiałam. Następnie
wysmarował mi tym samym niewiadomo-czym plecy, to czego nie zasłaniała koszulka
na dekolcie i stopy. Następnie wszedł pod kołdrę i przycisnął mnie do siebie.
-Co ty…
-Milcz.- przewał
mi.
-Ale…
-Po prostu leż
cicho.
Kto przeczytał?
sobota, 13 września 2014
Tożsamość............
Witajcie... Oto nadszedł czas by zdradzić wam kim jestem. Gal Anonim to.... JA! Ha ha ha ha ha! Myśleliście, że serio wam to zdradzę. Moje marzenie to ujrzeć wasze twarze w tym momencie.
A teraz na poważnie. Moje imię i resztą nieistotnych szczegółów zdradzę wam gdy postanowię się pożegnać. Wiecie wtedy nie byłoby już sensu być Galem Anonimem. Bo jakby to wyglądało Gal Anonim jest Józią, Zuzią czy kim tam innym. Więc po co je wtedy zdradzę? Byście wiedzieli, kogo tak nie lubiliście.
Może w zamian co nieco o mnie.
Oczy mam jakie mam.
Włosy też jakieś tam są (choć ostatnio ich kolor mnie zdziwił). Tak! Zaskoczył mnie kolor moich własnych włosów. Myślałam, że mają inny. Bo wiecie.. jeśli człowiek patrzy w lustro kiedy się czesze (nie zwracam uwagi na taki detal jak kolor) albo gdy zamyka szafkę, to nie ma się czemu dziwić.
Co tam jeszcze.... W sumie nic.
Narka.
poniedziałek, 8 września 2014
No to teraz może ten?
W dzisiaj torturowanym blogu nie ma czarów, jest za to spora dawka normalnego codziennego życia. Takiego jakie my wiedziemy... no chyba że ktoś tu jest czarodziejem, herosem czy wilkołakiem... nie wnikam a jeśli tak to przepraszam. Blog jest autorstwa aG.x a zwie się SEEM LIKE A DREAM (link do spisu treści). Blog jest co prawda zakończony ale krąży po sieci to może stać się moją ofiarą.
A więc zaczynamy.
Główną bohaterkę czyli Klarę poznajemy gdy szykuje się na zakończenie roku szkolnego. A to nie dość że koniec roku to i szkoły. Dziewczyna lekko spóźniona dociera do budynku wraz z przyjaciółką. Cieszy się, bo no cóż, lubiana nie była. Zajmuje swoje miejsce gdy kończy się próba mikrofonu.... Zaraz, zaraz. Czyli nie była spóźniona, bo nic się jeszcze nie zaczęło. W takim razie czemu panna "jej jędzowatość" i jej trupa patrzy na nią z dezaprobatą? What the...? Jednak z pomocą przyjaciółki (wiecie pomoc typu: trzymaj mnie albo odwiedzaj w więzieniu) udało jej się przetrwać zakończenie roku. Gdy tylko wraca do domu, wzywają ją rodzice (uwaga, uwaga nadlatuje bombowiec...). Dziewczyna siada przed nimi (uwaga, uwaga bomba leci...). Ci oznajmiają jej, że ojciec (jej, nie mój) dostał awans i przeprowadzają się do Filadelfii (i jebudu... pierdykła bomba). Dziewczyna jest załamana. No wiecie, własne plany miała a tu nagle takie coś. Nie fajnie rodzice, trzeba było powiedzieć wcześniej.
(tego można nie czytać)
Na takie rzeczy trzeba się psychicznie przygotować. Z resztą rodzice sami o tym zadecydowali! To nie kupno mąki czy garnka, to poważna sprawa i dzieci też powinny mieć chociaż świadomość, że coś takiego nadchodzi. Ale nie, rodzice sobie ryzykują.
(dobra, tu jest powrót do akcji a koniec mojego wywodu na temat tych starych)
Dwa dni pakowania się później przychodzi Ania czyli przyjaciółka Klary. Gadają sobie i tu muszę zacytować "Tak jakbyśmy podświadomie chciały te pięć miesięcy w jedną noc". Ona to specjalnie napisała, żeby mnie dobić. Serio. Chusteczki, ratunku!
Gdy już dolecieli zatrzymali się koło pięknego domu. Nie ich domu. Wiecie czemu? Bo ich dom był w remoncie i mieli mieszkać w przyczepie. Serio?! W przyczepie?! Jaja se chłop robi?! Ach i jeszcze, że by było "milej" bagaże utknęły w podróży i będą za cztery dni. Katastrofa pełną gębą.
Trzy dni później wciąż lało. Klara groziła, że uda się do psychiatryka jeśli pogoda się nie zmieni. Na szczęście jednak dla jej zdrowia psychicznego godzinę później, jak zapowiadał jej tata (czyżby wróżbita) wyszło słońce. Dziewczyna wyszła na dwór ze swoją siostrą, Elizą. Poszły na plac zabaw. Po jakimś czasie gdy wracały do domu mała znalazła kota. Zabrały go do "domu" gdzie ku zdziwieniu Klary ich mama zgodziła się go zatrzymać, dopóki nie znajdzie się właściciel. Gdy po kilku dniach nikt się nie zgłosił dziewczyna traciła nadzieję. Ten kot to potwór. Gdy pewnego dnia była sama. Wyciągnęła się wygodnie i zasnęła z książką. Obudził ją dziwny zapach. Wiecie co się stało? To głupie coś (czytaj kot) wylał na jej głowę butelkę z wybielaczem. Serio. Dziewczyna wywaliła sierściucha i poszła ratować włosy. Z marnym skutkiem (gdyby ten kot trafił na mnie był by martwy... nie że tak kocham włosy... po prostu uwielbiam przekazywać innym, że coś mnie wkurzyło). Gdy wróciła jej rodzicielka z siostrą od razu poszły do fryzjera.
Czy to coś da? Czy spotka ją więcej nieszczęść? Czytajcie.
Zalecenia Gala Anonima: NO IDŹ TO CZYTAĆ. NO IDŹ. TO TYLKO 30 ROZDZIAŁÓW + EPILOG. NO JUŻ. CHOCIAŻ ZACZNIJ.
Subskrybuj:
Posty (Atom)