poniedziałek, 28 lipca 2014
Ja dziś krótko
Hej, ja dziś serio krótko. Jeszcze dwa zdania. Był dziś pogrzeb mojej prababci, trzy tygodnie przed 101 urodzinami. I minuta ciszy.
piątek, 25 lipca 2014
I tu i teraz....
Oki.... Ten blog kojarzy mi się z papierem toaletowym. Czemu? Bo AKCJA rozpoczyna się od prologu i dalej nic tylko się ROZWIJA. Mam nadzieję, że rozdziałów będzie tyle ile listków w rolce. No ale cóż ile by ich nie było to blog i tak pewnie się kiedyś skończy. To nie będzie przecież kolejna Moda Na Sukces (do autorki: zrobisz tyle rozdziałów ile jest odcinków mody na sukces? prooszę...). No to jazda z tym koksem.
Ten blog to DRAMIONE- MIŁOŚĆ Z NICZEGO autorstwa Sectrum sempra
Wszystko zaczyna się od pobudki Hermiony o ósmej rano. Ubrała się, wezwała taksówkę i pojechała nią na peron by wsiąść w Expres-Hogwart. Szła peronem 9 i 3/4 wspominając bitwę gdy nagle ktoś na nią wpadł. Był to Graco Malfoy... który jej się przedstawił. Po małej sprzeczce i mniejszej groźbie ze strony Malfoy'a Hermiona poszła dalej.
W wagonie Hermiona mówi przyjaciołom, że już nie wie co zrobić by jej rodzice znów ją pamiętali ale nie ma dużo czasu na rozmowę, została prefektem i musiała iść na zebranie. Tam zobaczyła, że drugim prefektem jest Draco. Mają dodawać i odejmować punkty (oczywiste), nakładać szlabany (norma) i patrolować korytarze od 19 do 23 (powodzenia z wyspaniem się). Mają również dormitoria obok siebie, wspólne WC i pokój. Pani profesor McGonagall wiedziała, że się nie lubią ale to była ostatnia wola Dumbledore'a (czy on chciał by po dziewięciu miesiącach w tym pokoju pojawiła się kolejna osoba- żartowałam, Hermiona nie jest taka, no ale wiecie różnie bywa). Po spotkaniu oboje wyszli sprawdzić wagony. I w tym momencie Draco usłyszał rozmowę Teodora Nott'a i Pansy Parkinson. Chcą oni zabić Hermionę. Draco zastanawia się czemu ale nie mówi o tym dziewczynie (serio?). Jeszcze tego samego dnia została ona zaatakowana. Rzucono na nią Crucio i torturowano 15 minut (Hermiona, zgłoś to Uwadze lub Interwencji)
Ej chwila, zróbmy tak. XD
### PRZERWA NA UWAGĘ###
CZOŁÓWKA (włącz koniecznie)
Zbigniew Łuczyński Uwaga
Z: Młoda uczennica jednej ze Szkoły Magi i Czarodziejstwa została zaatakowana w pociągu który miał ją bezpiecznie zawieść do szkoły. Została zamknięta w jednym z wagonów i torturowana przez 15 minut jednym z zaklęć niewybaczalnych. W pociągu była pani dyrektor tej szkoły. Czy wiedziała o tym co się działo.
W szkole
Jesteśmy na miejscu i rozmawiamy z napadniętą uczennicą.
Z: Opowiesz nam co się stało?
H: Miałam patrolować przedziały gdy nagle zostałam do jednego z nich wepchnięta. W tym momencie ktoś rzucił na mnie Crucio.
Z: Jak długo to trwało?
H: Jakieś 15 minut.
Z: Czy wiesz kto to mógł zrobić?
H: Nie, ale to na pewno był chłopak.
Z: Cz to mógł być któryś z uczniów?
H: Tak.
Z: A czy to prawda, że niektórzy uczniowie dokuczają ci ze względu na pochodzenie?
H: Tak, to prawda.
Z: Czy masz więc jakieś podejrzenia?
H: Jeden z uczniów wcześniej mi groził.
Po krótkich poszukiwaniach znaleźliśmy ucznia o którym powiedziała nam zaatakowana i tu sprawa się komplikuje ponieważ pan Draco M. nie wiedział nic o napaści.
Z: Czy to prawda, że groził pan pannie Hermionie?
D: Tak a co to ma do rzeczy?
Z: Została napadnięta w pociągu.
D: Co?
Z: Czyli nic pan o tym nie wie?
D: Oczywiście, że nie!
Z: I nie ma pan żadnych podejrzeń?
D: No może jakieś mam...
Z: O czym pan mówi?
D: No... Słyszałem rozmowę o tym, że dwoje uczniów chce ją zabić.
Z: Czy powiedział pan to dyrektorce?
D: No... nie.
Z: Nie?
Draco M. milczy.
Po rozmowie z uczniem udajemy się do gabinetu dyrektorki szkoły.
Z: Dzień Dobry.
Mc: W jakiej sprawie panowie przyszli?
Z: Czy wie pani, że pierwszego września jedna z pani uczennic została zaatakowana w pociągu?
Mc: Na brodę Merlina nie. Kogo napadnięto?
Z: Pannę Hermionę G######. Rzucono na nią Crucio. Czy to prawda, że była wtedy pani w pociągu? I mimo to nie wiedziała pani co się dzieje? Czy zamierza pani coś z tym zrobić?
Mc: Podejmę odpowiednie kroki i sprawcy zostaną ukarani.
Z: Uczennicę często nazywa się "Szlamom"? Czy wie pani o tym?
Mc: Docierają do mnie pogłoski o takich sytuacjach.
Z: I nic pani z tym nie robi?
Mc: To często sprawa tego w jaki sposób ci uczniowie zostali wychowani przez rodziców na co nie mam już wpływu.
Z: Czy to znaczy, że pewna grupa uczniów odpowiada za nękanie panny Hermoiny?
Mc: Z przykrością stwierdzam, że tak. A teraz przepraszam panów bardzo mam lekcję.
Z: Ależ oczywiście, do widzenia.
Powrót do studia
Z: Próbowaliśmy również porozmawiać z uczniami, których podejrzewa się o napaść ale odmawiają komentarza. A o dalszych losach tej sprawy będziemy informować państwa na bieżąco. To było na tyle, żegnamy państwa.
###KONIEC PROGRAMU###
Po ataku Hermiona udaje się do dormitorium i tam bierze prysznic i kładzie się spać.
W tym samym czasie w Wielkiej Sali Draco zastanawiał się gdzie jest Hermiona.
Następnego dnia dziewczyna obudziła się z bólem każdego mięśnia i postanowiła się wykąpać. Niestety w łazience był Draco. A gdy wyszedł ujrzał dziewczynę w bardzo skąpym stroju (normalnie za dziewięć miesięcy będą w trójkę). Hermiona zakazuje mu gapienia się na nią i po krótkiej wymianie zdań wreszcie poszła do łazienki. Wzięła książki, weszła do Wielkiej Sali (zauważa, że gapi się na nią Draco) a gdy zjadła śniadanie ruszyła do lochów na lekcje ale po drodze zostaje uderzona w głowę. Traci przytomność.
W tym samym czasie.
Blais pyta Draco kim jest pewna dziewczyna a chłopak orientuje się, że on pyta o Hermionę. Odpowiada mu. Następnie jedna z uczennic pyta go czemu się na nią patrzy. Odwarkuje jej nieprzyjemnie i idzie za dziewczyną gdy ta wychodzi. Po drodze do klasy zauważa książkę a gdy ją podnosi okazuje się to książka Granger. Zauważa, że jedna z klas się zamyka. Nikogo tam nie było a sala była zamknięta. Zaklęciem Alohomory otwiera drzwi jednak nie był gotowy na to co ujrzał...
byli to reporterzy Uwagi... ŻART! Ale jeśli chcesz się dowiedzieć co ujrzał musisz czytać to opowiadanie. Ja pary z ust nie puszczę nawet pod groźbą Crucio.
A wracając do mojej metafory... gdybym miała papier toaletowy z tym opowiadaniem gwizdnęłabym ją z łazienki i przeczytała. Serio. A potem postawiła na półce z książkami. A jeśli ktoś chciałby ją tknąć to... Avada Kedavra!
Zalecenia Gala Anonima: CZYTAJ MUGOLU, CZARODZIEJU CZY PÓŁKRWI!!!!!!! HEROSI, ZWIADOWCY, TRYBUCI, KLĄTWO-MANIACY, NIEZGODNI, MUTANCI, ETAP-OWCY, WIĘŹNIOWIE LABIRYNTU, NEFILI, WRÓŻKI, ELFY, FANI TRYLOGII OTCHŁANI, ANIOŁOWIE, PÓŁ DEMONY I WSZYSCY INNI!!!!! WZYWAM WAS DO CZYTANIA TEGO!!!!
Do Autorki:
P.S.1. Wiem, że nie mogę oczekiwać od ciebie rozdziałów z dnia na dzień ale... kiedy następny
P.S.2 [to może być spojler] Co do ostatniego rozdziału... Draco stał jak słup i patrzył na nią kiedy ta wiedźma torturowała Hermionę przez pięć minut? Czy mu się na mózg rzuciło? Weź go spoliczkuj ode mnie. A potem podziękuj za pomoc dziewczynie... albo niech go walnie Blais a Hermiona mu podziękuje. Może być?
Ten blog to DRAMIONE- MIŁOŚĆ Z NICZEGO autorstwa Sectrum sempra
Wszystko zaczyna się od pobudki Hermiony o ósmej rano. Ubrała się, wezwała taksówkę i pojechała nią na peron by wsiąść w Expres-Hogwart. Szła peronem 9 i 3/4 wspominając bitwę gdy nagle ktoś na nią wpadł. Był to Graco Malfoy... który jej się przedstawił. Po małej sprzeczce i mniejszej groźbie ze strony Malfoy'a Hermiona poszła dalej.
W wagonie Hermiona mówi przyjaciołom, że już nie wie co zrobić by jej rodzice znów ją pamiętali ale nie ma dużo czasu na rozmowę, została prefektem i musiała iść na zebranie. Tam zobaczyła, że drugim prefektem jest Draco. Mają dodawać i odejmować punkty (oczywiste), nakładać szlabany (norma) i patrolować korytarze od 19 do 23 (powodzenia z wyspaniem się). Mają również dormitoria obok siebie, wspólne WC i pokój. Pani profesor McGonagall wiedziała, że się nie lubią ale to była ostatnia wola Dumbledore'a (czy on chciał by po dziewięciu miesiącach w tym pokoju pojawiła się kolejna osoba- żartowałam, Hermiona nie jest taka, no ale wiecie różnie bywa). Po spotkaniu oboje wyszli sprawdzić wagony. I w tym momencie Draco usłyszał rozmowę Teodora Nott'a i Pansy Parkinson. Chcą oni zabić Hermionę. Draco zastanawia się czemu ale nie mówi o tym dziewczynie (serio?). Jeszcze tego samego dnia została ona zaatakowana. Rzucono na nią Crucio i torturowano 15 minut (Hermiona, zgłoś to Uwadze lub Interwencji)
Ej chwila, zróbmy tak. XD
### PRZERWA NA UWAGĘ###
CZOŁÓWKA (włącz koniecznie)
Zbigniew Łuczyński Uwaga
Z: Młoda uczennica jednej ze Szkoły Magi i Czarodziejstwa została zaatakowana w pociągu który miał ją bezpiecznie zawieść do szkoły. Została zamknięta w jednym z wagonów i torturowana przez 15 minut jednym z zaklęć niewybaczalnych. W pociągu była pani dyrektor tej szkoły. Czy wiedziała o tym co się działo.
W szkole
Jesteśmy na miejscu i rozmawiamy z napadniętą uczennicą.
Z: Opowiesz nam co się stało?
H: Miałam patrolować przedziały gdy nagle zostałam do jednego z nich wepchnięta. W tym momencie ktoś rzucił na mnie Crucio.
Z: Jak długo to trwało?
H: Jakieś 15 minut.
Z: Czy wiesz kto to mógł zrobić?
H: Nie, ale to na pewno był chłopak.
Z: Cz to mógł być któryś z uczniów?
H: Tak.
Z: A czy to prawda, że niektórzy uczniowie dokuczają ci ze względu na pochodzenie?
H: Tak, to prawda.
Z: Czy masz więc jakieś podejrzenia?
H: Jeden z uczniów wcześniej mi groził.
Po krótkich poszukiwaniach znaleźliśmy ucznia o którym powiedziała nam zaatakowana i tu sprawa się komplikuje ponieważ pan Draco M. nie wiedział nic o napaści.
Z: Czy to prawda, że groził pan pannie Hermionie?
D: Tak a co to ma do rzeczy?
Z: Została napadnięta w pociągu.
D: Co?
Z: Czyli nic pan o tym nie wie?
D: Oczywiście, że nie!
Z: I nie ma pan żadnych podejrzeń?
D: No może jakieś mam...
Z: O czym pan mówi?
D: No... Słyszałem rozmowę o tym, że dwoje uczniów chce ją zabić.
Z: Czy powiedział pan to dyrektorce?
D: No... nie.
Z: Nie?
Draco M. milczy.
Po rozmowie z uczniem udajemy się do gabinetu dyrektorki szkoły.
Z: Dzień Dobry.
Mc: W jakiej sprawie panowie przyszli?
Z: Czy wie pani, że pierwszego września jedna z pani uczennic została zaatakowana w pociągu?
Mc: Na brodę Merlina nie. Kogo napadnięto?
Z: Pannę Hermionę G######. Rzucono na nią Crucio. Czy to prawda, że była wtedy pani w pociągu? I mimo to nie wiedziała pani co się dzieje? Czy zamierza pani coś z tym zrobić?
Mc: Podejmę odpowiednie kroki i sprawcy zostaną ukarani.
Z: Uczennicę często nazywa się "Szlamom"? Czy wie pani o tym?
Mc: Docierają do mnie pogłoski o takich sytuacjach.
Z: I nic pani z tym nie robi?
Mc: To często sprawa tego w jaki sposób ci uczniowie zostali wychowani przez rodziców na co nie mam już wpływu.
Z: Czy to znaczy, że pewna grupa uczniów odpowiada za nękanie panny Hermoiny?
Mc: Z przykrością stwierdzam, że tak. A teraz przepraszam panów bardzo mam lekcję.
Z: Ależ oczywiście, do widzenia.
Powrót do studia
Z: Próbowaliśmy również porozmawiać z uczniami, których podejrzewa się o napaść ale odmawiają komentarza. A o dalszych losach tej sprawy będziemy informować państwa na bieżąco. To było na tyle, żegnamy państwa.
###KONIEC PROGRAMU###
Po ataku Hermiona udaje się do dormitorium i tam bierze prysznic i kładzie się spać.
W tym samym czasie w Wielkiej Sali Draco zastanawiał się gdzie jest Hermiona.
Następnego dnia dziewczyna obudziła się z bólem każdego mięśnia i postanowiła się wykąpać. Niestety w łazience był Draco. A gdy wyszedł ujrzał dziewczynę w bardzo skąpym stroju (normalnie za dziewięć miesięcy będą w trójkę). Hermiona zakazuje mu gapienia się na nią i po krótkiej wymianie zdań wreszcie poszła do łazienki. Wzięła książki, weszła do Wielkiej Sali (zauważa, że gapi się na nią Draco) a gdy zjadła śniadanie ruszyła do lochów na lekcje ale po drodze zostaje uderzona w głowę. Traci przytomność.
W tym samym czasie.
Blais pyta Draco kim jest pewna dziewczyna a chłopak orientuje się, że on pyta o Hermionę. Odpowiada mu. Następnie jedna z uczennic pyta go czemu się na nią patrzy. Odwarkuje jej nieprzyjemnie i idzie za dziewczyną gdy ta wychodzi. Po drodze do klasy zauważa książkę a gdy ją podnosi okazuje się to książka Granger. Zauważa, że jedna z klas się zamyka. Nikogo tam nie było a sala była zamknięta. Zaklęciem Alohomory otwiera drzwi jednak nie był gotowy na to co ujrzał...
byli to reporterzy Uwagi... ŻART! Ale jeśli chcesz się dowiedzieć co ujrzał musisz czytać to opowiadanie. Ja pary z ust nie puszczę nawet pod groźbą Crucio.
A wracając do mojej metafory... gdybym miała papier toaletowy z tym opowiadaniem gwizdnęłabym ją z łazienki i przeczytała. Serio. A potem postawiła na półce z książkami. A jeśli ktoś chciałby ją tknąć to... Avada Kedavra!
Zalecenia Gala Anonima: CZYTAJ MUGOLU, CZARODZIEJU CZY PÓŁKRWI!!!!!!! HEROSI, ZWIADOWCY, TRYBUCI, KLĄTWO-MANIACY, NIEZGODNI, MUTANCI, ETAP-OWCY, WIĘŹNIOWIE LABIRYNTU, NEFILI, WRÓŻKI, ELFY, FANI TRYLOGII OTCHŁANI, ANIOŁOWIE, PÓŁ DEMONY I WSZYSCY INNI!!!!! WZYWAM WAS DO CZYTANIA TEGO!!!!
Do Autorki:
P.S.1. Wiem, że nie mogę oczekiwać od ciebie rozdziałów z dnia na dzień ale... kiedy następny
P.S.2 [to może być spojler] Co do ostatniego rozdziału... Draco stał jak słup i patrzył na nią kiedy ta wiedźma torturowała Hermionę przez pięć minut? Czy mu się na mózg rzuciło? Weź go spoliczkuj ode mnie. A potem podziękuj za pomoc dziewczynie... albo niech go walnie Blais a Hermiona mu podziękuje. Może być?
piątek, 18 lipca 2014
Rozdział Siedemnasty
Okej i mamy 100 post. Przepraszam Vesnnę za to, że robi się coraz dziwniej. I przepraszam za ten rozdział. Naprawdę bardzo was przepraszam. Ale no cóż... HAHAHAHA. Nie mogłam się powstrzymać by tak to napisać. Jestem podłą osobą. Możecie mnie zabić w krwawej zemście.
Od tego czasu
minęło kilka dni. Właśnie siedziałam na fotelu i czytałam książkę gdy nagle
przede mną pojawili się Matakei i Te Mate. Byłam zaskoczona a oni byli
śmiertelnie poważni.
-Co się
stało? Czemu jesteście tu obaj?
-Ktoś
otworzył Puszkę Pandory.
-Co?!-
zarwałam się z miejsca a książka wylądowała na ziemi.
-Przepraszamy
ale musimy przekonać Whawhai’a by wrócił a do tego musimy go znaleźć.
-Jak to
zrobicie?- zapytałam.
-Już zaczął
swoją robotę na południu i pewnie wciąż tam jest.
Pokiwałam
głową a oni zniknęli. Opadłam na fotel i zamknęłam oczy. Po chwili wyjęłam telefon
i poinformowałam Evana o tym co się stało. Powiedział, że zaraz tam będzie. Gdy
ktoś zapukał do drzwi. Pomyślałam, że to on i nie patrząc przez wizjer
otworzyłam drzwi. Od razu zostałam przyciśnięta do ściany a ktoś wpił się w
moje usta. Zapach mierzi i rdzy oraz dziwna ciepła substancja na dłoniach
mężczyzny podpowiedziała mi, że był on cały we krwi. To musiał być Whawhai. Po
chwili odegnał się i ujrzałam jego prawdziwą twarz. Miał rude, niemalże
czerwone włosy. Twarz może i była przystojna ale pociemniałe czerwone tęczówki
wystarczająco mnie przerażały.
-Jak
mężczyzna wraca z wojny to oczywiste, że chce pocałować swoją kobietę.
-Nie jestem
twoja.- warknęłam.
-Ale
będziesz.
Podniósł mnie
a ja krzyknęłam. Jedną ręką przyciskał mnie do siebie a drugą podtrzymywał.
Nagle ruszył do wyjścia. Zaczęłam się szarpać ale równie dobrze mogłam walić w
ścianę. Gdy wyszliśmy na korytarz zamarłam. Wszystko było w płomieniach a na
ścianach była krew. Dopiero później zobaczyłam leżącą nieruchomo postać.
Chłopak miał jasnobrązowe włosy, był niemalże blondynem. Jego twarz wyrażała
ból i rozpacz. I te jasne, błękitne oczy. Nie! Nie, wszystko tylko nie to. To
był Evan a jego szklany wzrok wpatrywał się we mnie. Zaczęłam krzyczeć. To był
bardziej wysoki pisk, pełen rozpaczy i bólu. On nie mógł nie żyć. To nie mogło
się stać. Dłoń mordercy Evana, Whawhai’a zaczęła mnie gładzić po głowie.
Ignorowałam go, po jakimś czasie straciłam przytomność. Gdy się obudziłam z
ulgą zobaczyłam sufit hotelowego pokoju. Za chwilę przyjdzie mój ukochany
pracownik tego miejsca a ja go chyba pocałuję. Ba, chyba nawet się z nim
prześpię. To był tylko sen. Usiadłam i przeciągnęłam się. W tym momencie z łazienki
wyszedł chłopak o czerwonych włosach i czerwonych oczach. Jeden ręcznik był owinięty
wokół jego bioder a drugim wycierał włosy i barki. Zamarłam. Nie. On najwyraźniej
nie przejął się moją miną, bo uśmiechnął się.
-Obudziłaś się.
Jak się czujesz, kochanie? Przepraszam ale nie puściłby mnie do ciebie. Musiałem
go zabić.
Najpierw poczułam
łóżko pod moimi plecami a potem na boku. Zwinęłam się w kłębek i poczułam jak z
moich oczu płyną łzy. Evan naprawdę nie żyje. Zaczęłam się trząść i ledwie zauważyłam
jak łóżko obok mnie się ugina i ledwie poczułam usta Whawhai’a na skroni. Powiedział
coś a ja odpłynęłam w niebyt. Wiedziałam, że to tylko sen a nie śmierć. Szkoda.
piątek, 11 lipca 2014
Rozdział Szesnasty
Przepraszam, że taki krótki ale chciałam wam go dzisiaj dać. Piszcie co o tym myślicie, oki? A więc jazda z tym koksem. Rozdział Szesnasty się zaczyna.
Zwinęłam się
w kłębek i płakałam. Gdy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu podskoczyłam ale z
ulgą ujrzałam Whiu. Nie czułam strachu tylko smutek i żal. Zaraza bez słowa
przytulił mnie.
-Czemu on
jest taki?
-Nie wiem.-
odparł spokojnie.
-Czy to
prawda? Czy on naprawdę może to zrobić?
Spojrzałam na
chłopaka i z przerażeniem odkryłam, że kiwa głową. Strach dopadł mnie dopiero teraz bo rozwiała się nadzieja na to, że Wojna kłamał. Zakryłam ręką usta. Nie,
nie, nie. Whiu jeszcze raz mnie przytulił. Czułam się jak dziecko. I tak się
bałam.
-Gdzie pokojowy?
-Na jakimś
zebraniu albo u siebie.
-Pójdę po
niego.- powiedział.
Pokiwałam
głową i puściłam go. Zniknął a ja zmumifikowałam się w kołdrę. Wetknęłam dłoń
pod poduszkę by poczuć broń pod palcami. Przyniosło to ulgę ale zaraz po tym
poczułam niewidzialne ramiona wokół mojej tali. A szept przyprawił mnie o
dreszcze.
-Kocham cię,
raka.
Gwałtownie
usiadłam i obraz przed moimi oczami się zmienił. Teraz siedziałam na wielkim
dwuosobowym łóżku, ściany stały się czarne a meble zastąpiły zapalone świece.
Gdy odkryłam, że nie mam nic na sobie podciągnęłam czarną pościel by się nią
zasłonić. Ale po chwili ktoś mi ją wyrwał.
-Ile razy mam
ci powtarzać, że nie masz się czego wstydzić. Jesteś piękna.- usłyszałam
znienawidzony głos.
Spojrzałam w
bok i go ujrzałam. Wojna. Leżał na plecach z rękami pod głową a usta wykrzywiał
mu leniwy uśmiech zadowolenia. Miałam ochotę zdzielić go po twarzy czymś
ciężkim. Albo zedrzeć mu go z twarzy.
-Jesteś w
moim śnie. Świadomie.
Usunęłam z
głowy wiadomość, że mu się śnię.
Odwróciłam
się w poszukiwaniu wyjścia.
-Na wszelki
wypadek je usunąłem. Już cię wybrałem ale gdybym wiedział, że pojawisz się w
moich snach zrobiłbym to na samym początku.
-Nie podoba
mi się tu.- mruknęłam.
On zaśmiał
się tylko.
-Przecież
wiem, że lubisz świece.
-To niczego
nie zmienia.- warknęłam na niego.
-Brakowało mi
tej twojej zadziorności. Twoja imitacja była zbyt uległa. Lubię przebywać z
prawdziwą tobą. Szkoda tylko, że wtedy instynkt bierze górę i chcę, cóż i
myślę, tylko o jednym. Ale tu jest tylko twoja dusza.- musnął palcami moje
ramię a ja się wzdrygnęłam.- Twoja czysta i śliczna dusza. Może odznaczę się w tobie?
Ciarki mnie
przeszły na myśl jak on to zamierza zrobić. Whawhai uśmiechnął się z czułością
a mnie zebrało się na pawia. Chyba załatwię sobie wiaderko przy łóżku. Nie chcę
później na złamanie karku pędzić do toalety tylko po to by zwymiotować.
-Nie o to mi
chodziło kochanie. To jest bardziej subtelne i na pewno by ci się spodobało.
Szkoda, że jesteś na tyle uparta by się do tego nie przyznać.
-Odwal się.
Westchnął i
usiadł przyciągając mnie do siebie i całując w skroń. Walnęłam go za to z
łokcia.
-Szkoda, że
musisz się obudzić.- szepnął.- I szkoda, że moja rodzina nie umie nie wtrącać
nosa w moje prywatne sprawy. Do zobaczenia w następnym śnie. Spróbuję wybrać
coś lepszego.
W tym
momencie otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Evana. Mocno go przytuliłam i
opowiedziałam jemu oraz Whiu o tym co powiedział mi Wojna i o tym co widziałam.
czwartek, 3 lipca 2014
Rozdział Piętnasty
Wybaczcie mi. Jestem podła, okrutna i zła. Macie jakiś pomysł by mnie ukamienować? Czekam na propozycje.
Przez chwilę
był skołowany. A może skamieniał? Siedzi i siedzi i… chyba nie oddycha. Hm,
ciekawe co mu jest? Powoli zaczynałam się martwić więc pomachałam mu ręką przed
oczami. Nic. Chyba będę musiała sięgnąć po nieco radykalne środki. Ostrożnie
wstałam z łóżka i wzięłam szklankę stojącą na stoliku nocnym. Weszłam do
łazienki i nalałam do niej zimnej wody. A gdy byłam już z powrotem w pokoju
chlusnęłam mu nią w twarz.
-Co jest?!-
krzyknął i zerwał się z łóżka.- Clarie? Ty to zrobiłaś?
-Nie, deska
klozetowa.-odparłam sarkastycznie.- Straciłeś kontakt z rzeczywistością i nie
wiedziałam co robić.
-Przepraszam,
po prostu… wczoraj bałaś się wszystkich a dziś… uśmiechasz się, jesteś
złośliwa, drwisz ze mnie. Ja… nie wiem co powiedzieć, jak zareagować. Boję się,
że jeśli coś zrobię nie tak to znów będziesz przerażona. Znów nie pozwolisz mi
się do siebie zbliżyć.
Wyjaśniłam mu jak to się stało. Nie ufał jednak Whiu i podejrzewał że to podstęp. Oczywiście nie powiedziałam mu, że wczoraj sprawiłam sobie broń którą na dniach przywiezie moja znajoma. Nie wiem jak również zareagowałby na wieść, że umiem się nią posługiwać od trzech lat. Powiedzmy, że mój ojciec nie mógł się pogodzić z tym, że nie ma syna który tak jak on i jego dziadek wstąpią do policji. Cały czas traktował mnie jak chłopca. A w umiejętności „prawdziwego mężczyzny” wliczał: gotowanie, znajomość na silnikach, sport, posługiwanie się bronią wszelkiego rodzaju i szachy. Tak, szachy. Nie pytać czemu. Chłopak wyrwał mnie z zamyślenia całując w czoło. Uważa mnie za delikatną istotkę. Pff. Szkoda, że nie wie jaka się zrobię groźna gdy w moje dłonie trafi spluwa z prawdziwego zdarzenia. Evan wyszedł z pokoju i po chwili wrócił z wózkiem na którym to stało śniadanie.
Wyjaśniłam mu jak to się stało. Nie ufał jednak Whiu i podejrzewał że to podstęp. Oczywiście nie powiedziałam mu, że wczoraj sprawiłam sobie broń którą na dniach przywiezie moja znajoma. Nie wiem jak również zareagowałby na wieść, że umiem się nią posługiwać od trzech lat. Powiedzmy, że mój ojciec nie mógł się pogodzić z tym, że nie ma syna który tak jak on i jego dziadek wstąpią do policji. Cały czas traktował mnie jak chłopca. A w umiejętności „prawdziwego mężczyzny” wliczał: gotowanie, znajomość na silnikach, sport, posługiwanie się bronią wszelkiego rodzaju i szachy. Tak, szachy. Nie pytać czemu. Chłopak wyrwał mnie z zamyślenia całując w czoło. Uważa mnie za delikatną istotkę. Pff. Szkoda, że nie wie jaka się zrobię groźna gdy w moje dłonie trafi spluwa z prawdziwego zdarzenia. Evan wyszedł z pokoju i po chwili wrócił z wózkiem na którym to stało śniadanie.
-Myślałem, że
nie będziesz chciała schodzić na dół więc przywiozłem to tutaj.
-Dziękuję.
Po śniadaniu
postanowiłam poruszyć temat który mnie interesował.
-Umiesz
walczyć, prawda?- zapytałam.
Pokiwał głową
nie wiedząc o co mi chodzi. Westchnęłam. Nie miałam pojęcia czy się zgodzi.
-Nauczysz
mnie?
-Clarie…
-Proszę. Chcę
się umieć bronić. Bo on wróci. To oczywiste a ja chcę dać sobie radę. Zrozum.
Westchnął i
oparł czoło na splecionych dłoniach. Milczałam. Nich to, chyba powinnam być
delikatniejsza. Obraził się? Już chciałam coś powiedzieć, żeby nie myślał o
tym. Przecież nie musi się zgadzać.
-Dobrze ale
jeśli coś ci się stanie to przerywamy.
Pokiwałam
głową i mocno go uściskałam. Przez następne dni ćwiczyłam pod jego okiem po
każdym posiłku ale również grałam w tenisa, pływałam w basenie i chodziłam do
sauny. Byłam w pokoju by przebrać się w kostium gdy nagle ktoś zapukał do
drzwi. Założyłam szlafrok i podeszłam do drzwi. Stała tam Diana przebrana za
kurierkę.
-Dzień
doberek.- powiedziała radośnie z tym swoim akcentem przez co brzmiała jakby
śpiewała.- Pani zamówienie.
No dobrze.
Wezmę udział w tym przedstawieniu.
-Dziękuję.
Ile płacę?
-To na koszt
firmy, złociutka.
Po czym
puściła mi oczko. Pokręciłam głową z uśmiechem i przyjęłam paczkę.
-Jeszcze raz
dziękuję. Do widzenia.
-To narka.
I odeszła tym
swoim skocznym krokiem. Widać, że ma ADHD. Dlatego jest taka niebezpieczna z
bronią w ręku tak jak ja. No dobra… jej zdarza się nie trafić. Mnie nie.
Odpakowałam broń i schowałam pod poduszkę. Były też zapasowe magazynki a ja
zastanawiałam się czy ona nie wysyła mnie czasem na wojnę. W sumie mam ten
pistolet na pewnego Jeźdźcę Apokalipsy. Mijały kolejne dni podczas których
pojawili się Matekai i Te Mate. A przez ostatnie dwa dni uważamy na każdy krok.
Whawhai. Szczerze powiedziawszy boję się. Niewiele brakowało przy ostatnim
spotkaniu. Był późny wieczór a ja brałam prysznic. Po kąpieli ubrałam piżamę i
wyszłam z łazienki. Każdy mięsień mnie bolał. Jutro sauna. Położyłam się z tą
myślą spać. Normalnie Evan spałby w fotelu ale miał ważne zebranie. Ktoś
obudził mnie w nocy. Gdy wolno otworzyłam oczy ujrzałam czerwone tęczówki.
Zamarłam. Chłopak nachylił się żeby mnie pocałować ale odwróciłam głowę.
Szkoda, że mu to nie przeszkadzało bo przejechał nosem po mojej szyi. Chciałam
sięgnąć po broń ale powstrzymał mnie. Wolnym gestem wsunął dłoń pod t-shirt
piżamy i chwycił moją pierś. Kciukiem zaczął muskać sutek.
-Tęskniłem.-
szepnął.
-Odejdź.-
powiedziałam na granicy łez.
-Pozwól mi
wyjaśnić.- szepnął przygryzając płatek mojego ucha.
-Nie, po
prostu idź.
Usiadł i wciągnął
mnie na swoje kolana. Moja kobiecość była tuż przy jego męskości.
-Zrozum.- szeptał
głaszcząc moje udo.- Jestem Wojną.-zaczął całować moją szyję.- Nie ma we mnie delikatności
czy czułości. Jestem gwałtem. Namiętnością. Szałem.- szeptał i ścisnął moje biodro.-To
jest moja miłość. Pożądanie i seks. Pragnę cię. Kocham cię. Przyjmij moją miłość
i oddaj mi się.
Pocałował mnie
a ja nie mogłam nić zrobić. W moim mózgu cały czas szalały jego słowa. Nagle bez
żadnego ostrzeżenia chwycił moją dłoń i wsunął ją sobie pod koszulkę. Wtedy się
ocknęłam i odsunęłam jak daleko mogłam.
-Dobrze.- powiedział
patrząc na mnie płomiennym wzrokiem.- Teraz dam ci spokój. Ale w ostatecznym rozrachunku
wezmę cię dla siebie, posiądę za twoją zgodą lub bez niej i wtedy nie będziesz miała
wyboru. Będziesz musiała mnie pokochać. Więc do rychłego, reka.
I zniknął. A ja
się rozpłakałam.
wtorek, 27 maja 2014
Rozdział Czternasty
To był
koszmar. Nie mogłam znieść żadnego faceta choćby siedział i kilometr ode mnie.
Mimo iż Evan był cały czas przy mnie, strach który mnie ogarnął był niezwykle
silny. Gdy zjadłam Evan zaproponował saunę. Miałabym być tam sama. Jednak gdy
tylko drzwi się za mną zamknęły ujrzałam Whiu.
-Para dobrze
wpływa na zatkany nos.- powiedział.
-A chorobę
trzeba wypocić.
Nawet jego
się bałam.
-Jak się
czujesz? Widziałem co wyprawiał Whawhai ale nie mogłem zareagować. Mocny ten
twój pokojowy.
-Evan.
-Wiem.
Przez chwilę
milczeliśmy. W końcu odważyłam się i usiadłam naprzeciw chłopaka. Widać było,
że oddychało mu się tu lepiej. Mimo iż nie pamiętałam mojego brata to byłoby
fajnie gdyby on nim był. Josh, mój brat, zmarł na raka płuc gdy miałam 4 lata.
-Mogę ci
pomóc.- powiedział nagle.
-Jak?
-To co
przeżywasz to rodzaj choroby. Ja choroby skracam i wydłużam. Jutro już będzie
po wszystkim. Lecz będę musiał szybko zniknąć. Poproszę Matekai’a by przyszedł
za parę dni.
-On mnie
chyba nie lubi.- stwierdziłam.
-Nie lubi jak
się mu matkuje ale wie co próbował zrobić Whawhai. Nikt tego nie toleruje
dlatego szukamy rozwiązania.
-Dziękuję.-
powiedziałam.- Nie wiem co innego powiedzieć.
-Nic innego
nie musisz mówić.- westchnął.- Czy możemy tu jeszcze posiedzieć?
-Jasne.
Po godzinie
siedzenia w milczeniu wyszłam z pomieszczenia i nie mogłam się ruszyć.
Patrzyłam na Evana, prawdziwego Evana i mimo to strach ogarnął mnie po wszystkie
komórki. Chłopak zrobił krok w moim kierunku ale gdy zobaczył moją minę coś zgasło
w jego oczach. Do mojego pokoju szliśmy oddaleni od siebie o kolka kroków.
-Przepraszam.- wyszeptał a ja podskoczyłam gwałtownie.
-Nic… nic przecież
mi nie zrobiłeś.
-Może było za
wcześnie na całowanie się z tobą.
Próbowałam go
przekonać, że tak nie było ale chłopak milczał. Szybko weszłam do pokoju. Bez niego
czułam się bezbronna a przy nim się bałam. Wykonałam telefon który był mi proponowany
już dawno. Kobieta po drugiej stronie odebrała po czwartym sygnale.
-Hej kochana!
Co tam u ciebie?- spytała wesoło Diana.
Diana jest z zagranicy
i ma bardzo fajny choć nielegalny zawód.
-Cześć, czy nadal
mogłabyś załatwić mi tę broń o której mówiłaś?
Następnego dnia
czułam się jakby z serca spadł mi głaz. Gdy Evan zapukał celowo go zignorowałam.
Po chwili wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Usiadł obok mnie j ja objęłam
rękoma jego szyję i przybliżyłam się do niego na co cofnął się.
-Nie musisz mi
udowadniać, że wszystko w porządku. Nie chcę byś później się mnie bała.
Uśmiechnęłam się
i pokręciłam głową.
-Ja myślę o sobie.
Całkiem fajnie się ciebie całuje.
piątek, 23 maja 2014
Rozdział Trzynasty
Rozdział pechowy dla głównej bohaterki. Dla was taki być nie musi... aczkolwiek może.
Jednak nie
spodziewałam się tego co przeżyłam rano. Powoli przetarłam powieki i poczułam
coś dziwnego. Ktoś był obok. Bardzo blisko. Aż za blisko. Nie przypominałam
sobie by ktoś kładł się ze mną. Może dlatego, że… to się nie stało?! Ten ktoś
chyba nie wiedział, że mam prawo do intymności ponieważ bez żadnych skrupułów
obmacywał! Gdy do mojego mózgu dotarło co ten ktoś robi odsunęłam się od niego.
Znów ujrzałam twarz Evana ale czerwone oczy utwierdziły mnie w przekonaniu, że
to był Whawhai. Leżał sobie spokojnie i uśmiechał się szelmowsko. Po chwili
zauważyłam, że chłopak nie ma koszulki. Pewnie brakuje nie tylko jej.
-Tylko twarz
pożyczyłem.- powiedział jakby się chwalił.
-Wynocha.
Udawał
zaskoczonego.
-Nie chcesz
wypróbować.
-Jak fajnie
uderza się w nią patelnią? Czekaj, zaraz po nią pójdę.
-Nie o to mi
chodzi.- powiedział z dziwną miną.- Miałem na myśli coś bardziej
przyjemniejszego.
Nagle dotarło
do mnie co on ma na myśli. Poczułam przeszywający mnie strach. Odsunęłam się
jeszcze kawałek. Po jego twarzy przemknął strach.
-Uważaj bo
spadniesz i uderzysz się w głowę.
Mówiąc to
wyciągnął rękę w moim kierunku jakby chciał mnie do siebie przyciągnąć. O nie.
Cofnęłam się jeszcze i poczułam jak łóżko pode mną się kończy. Zamknęłam oczy w
oczekiwaniu na upadek ale nic takiego się nie stało. Zamiast tego na plecach
poczułam ciepło na plecach a po chwili czyjeś dłonie dotknęły moich ramion.
-Prosiłem byś
uważała na siebie.
Spojrzałam na postać za mną i odsunęłam się.
-Odejdź.
-Nie bój się.
Nie będzie boleć, obiecuję.
To
powiedziawszy przygniótł mnie do łóżka. Przycisnął moje dłonie do łóżka i
zaczął całować moją szyję.
-Przestań.
-Jeszcze nic
nie zacząłem. Cierpliwości.
Gdy puścił
moje ręce mogłam go walić pięściami w głowę. Oczywiście już wcześniej się
szamotałam ale to nic nie dawało. Ściągnął ze mnie górę piżamy a moją oczywistą
reakcją było zasłonięcie nagłej nagości. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się.
-Nie masz się
czego wstydzić.- odciągnął moje ręce z przerażającą łatwością i musnął ustami
moje piersi.- Są idealne.
Poczułam jak
moje oczy wypełniają się łzami. Szarpałam się jeszcze bardziej zdesperowana.
Bałam się, jego dotyk był obleśny. Zastanawiałam się co ze sobą zrobię gdy on
zrobi to co zamierza. Może obleję się kwasem? Tak, to świetna myśl. Jego dłonie
zjechały na moje biodra jednocześnie pozbawiając mnie spodenek. Ścisnęłam mocno
uda ale jego dłoń i tak bez problemu wsunęła się między nie i zaczęła dotykać
wrażliwych części. Zaczęłam szlochać.
-Obiecałem,
że nie sprawię ci bólu. I dotrzymam słowa.
Siłą
rozdzielił moje nogi i wcisnął się między nie. Nie, błagam. Tylko nie to.
Przesunął swoje dłonie na moje biodra. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem.
-Wybacz, za
chwilę dokończę. Muszę tylko pozbyć się natrętnego pracownika.
Wstał a ja
poczułam ulgę. Jednak to nie powstrzymało mojego płaczu. Owinęłam się kołdrą i
spojrzałam na Evana. Patrzył na Whawhai’ego wściekły. Natomiast ten stał
naprzeciw niego (na szczęście w spodniach) z założonymi na piersi rękoma.
-Przerwałeś
nam.- rzucił Wojna.
Jego włosy
stały się płomienno czerwone.
-Chyba
tobie.- sprostował blondyn.
-Szczegóły. Z
resztą i tak zaraz cię zabiję.
Zesztywniałam.
Bałam się, że on mnie zgwałci ale tego, że chce zabije Evana jeszcze bardziej.
-Evan.-
powiedziałam drżącym głosem.- Wyjdź… ja… ja dam sobie radę.
-Nie dam mu
cię skrzywdzić.- powiedział pewnie.
-Nie
słyszałeś? Masz wyjść. Nie mam czasu na twoją zabawę w super bohatera. W łóżku
czeka na mnie kobieta.
To chyba
przelało czarę. Evan rzucił się na Whawhai’ego i uderzył go prosto w twarz.
Przeciwnik przez chwilę był zdziwiony ale szybko kontratakował. Za każdym razem
Evan robił unik i zadawał celny cios. Nie wyglądał jakby się przemęczał.
-Kim ty
jesteś?- warkną Whawhai.
Dopiero
później dotarło do mnie, że Evan walczy z Jeźdźcem Apokalipsy jak ze słabszym.
Przez chwilę ta informacja docierała do mnie a po chwili wywołała szok.
Przyjrzałam się twarzy blondyna. Była jak zimna i twarda maska. Pojedynek
trwałby dłużej gdyby nagle nie pojawił się Te Mate.
-Wycofaj się,
bracie.- powiedział spokojnie.- Inaczej będę musiał po ciebie przyjść.
I zniknął.
Whawhai spojrzał na Evana ze wściekłością.
-Wrócę. A gdy
cię pokonam zabawię się z nią na twoich oczach a potem zatłukę cię jak psa.
Odszedł.
Spojrzałam na mojego wybawcę on na mnie również, z cierpieniem. Poczułam jak
łzy ponownie wypełniają mi oczy i rozpłakałam się. Podbiegł do mnie i usiadł
obok. Chciał mnie jakoś pocieszyć ale po tych wydarzeniach nie wiedział jak.
Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać jeszcze głośniej.
-Może
chciałabyś się wykąpać?- zaproponował gdy już się uspokoiłam.
Pokiwałam
głową.
-Przepraszam,
że przyszedłem tak późno. Chciałem się pośpieszyć ale coś mnie zatrzymało.
-Zabiłbyś
go.- powiedziałam.- Jak?
Wyprostowałam
się i spojrzałam na niego.
-Ja…. Jestem
trochę inny.
-Pod jakim
względem? Proszę powiedz mi.
Milczał. Z
lekkim wahaniem odwróciłam jego twarz do
siebie.
-Nie jesteś
człowiekiem.- szepnęłam.
-Demon.-
wyszeptał.
-A one nie
są… no nie wiem… mroczne?- spytałam.
-Jestem
wyjątkiem potwierdzającym regułę.- spojrzał na mnie zaskoczony.- Nie boisz się
mnie.
-Przed chwilą
mnie uratowałeś. Jak ja mam się ciebie bać?
Uśmiechnął
się i pocałował mnie w czoło. Ukryłam wzdrygnięcie.
-To idę
przygotować ci kąpiel.
-Dziękuję.-
szepnęłam.
Wyszedł a ja
poczułam lęk, że on wróci. Skarciłam się jednak w myślach. Najpierw będzie
Whiu, Matekai i Te Mate. Żeby tylko odwlekali to spotkania jak najdłużej.
-Clarie? Już
gotowe.
Ogarnął mnie
spokój mimo iż Evan był demonem. Srał to pies, uratował mnie już drugi raz.
Czuję się jak ofiara losu. Wzięłam kołdrę ze sobą do łazienki. Evan również
wszedł ale tylko po to by położyć tu moje ubrania za co mu podziękowałam.
Spojrzałam na to co przygotował i uśmiechnęłam się sama do siebie. Wokół wanny
były poustawiane zapalone świeczki, w wodzie były płatki kwiatów i najwyraźniej
był też jakiś olejek zapachowy. Weszłam do wody i poczułam się trochę lepiej.
Chwyciłam gąbkę i od razu zaczęłam się myć. Bardzo dokładnie. Przynosiło to
trochę ulgi. Pomyślałam o Evanie. Jednocześnie chciałam by był obok i by
trzymał się z daleka. To było dziwne. Gdy już miałam się ubierać spojrzałam na
ubrania przygotowane przez chłopaka. Z ulgą zauważyłam golf. Ubrałam się,
wyszłam i zamarłam. Opanowałam się dopiero gdy zauważyłam jego jasne oczy.
Uspokoiłam się i niepewnie podeszłam do niego. Próbował ukryć smutek. Pocałowałam
go w policzek i od razu się wycofałam. Mimo iż nic mi nie zrobił to jego twarz
przypominała mi o tym co się stało.
-Przepraszam.-
powiedziałam.
-Nie masz za
co.- starał się mnie uspokoić.- To było straszne. Nawet dla mnie.
-A pro po
strachu. Co naprawdę się stało z… z Nate’m?
Chłopak przez
chwilę milczał i przeczesał ręką włosy.
Wyraźnie nie chciał odpowiadać.
-Nie musisz
mówić jeśli…
-Zabiłem go.
-Słucham?-
nie uwierzyłam w to co usłyszałam.
-Zabiłem go.
-Wiem, że to
był świr jednak był przecież tylko człowiekiem…
-Nie był.
Stąd wiedziałem, że w mieście kogoś spotkałaś. Nie pachniałaś wodą kolońską,
wyczułem go.
-Dlatego tak
naciskałeś.- szepnęłam.
Pokiwał
głową. Podeszłam do niego i odsunęłam jego rękę od twarzy. Spróbowałam się
uśmiechnąć. Chyba mi nie wyszło. Chłopak chciał mnie przytulić ale w połowie
gestu zatrzymał się i opuścił ręce więc zamiast tego ja go przytuliłam.
Odwzajemnił to. Czułam się jednocześnie bezpieczna i zagrożona. Spróbowałam to
zignorować i zrobiłam coś naprawdę głupiego. Pocałowałam go. Przez chwilę był
zaskoczony ale opamiętał się i odwzajemnił pocałunek. Znów czułam mieszane
emocje ale radość i ekscytacja przebiły strach i chęć ucieczki. Gdy się od
siebie odsunęliśmy poczułam jak policzki się zaczerwieniły. Uśmiechał się więc
i ja nie mogłam się nie uśmiechnąć.
-Kocham cię.-
powiedział.
Poczułam
dziwną lekkość. To było naprawdę przyjemne.
-I ja ciebie.
-Idziemy na
śniadanie?
-Ta, mogę
spróbować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)