niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział Dziewiętnasty

Czy ktoś tęsknił za opowiadaniem? Kogo udało mi się wkurzyć tym postem? 

-Czy mogę wiedzieć co robisz?- warknęłam zirytowana.
-Lepiej będzie dla ciebie gdy zamilkniesz.
-Bo co?
-Jesteś chora więc na razie nic. Jednak gdy tylko wyzdrowiejesz popamiętasz przemilczenie tego faktu.- powiedział ponuro.
-A co cię obchodzi moje zdrowie?
-Wiele.- szepnął przy mim uchu, po czym przycisnął mnie mocniej do siebie.- A teraz śpij bo inaczej ci w tym pomogę.
-To pomóż.- warknęłam.- Nie wiem czy wiesz ale z kaszlem to dosyć trudne.
Poczułam jego dłoń na moim czole i zasnęłam. Śniło mi się coś nietypowego. Leżałam na łóżku gdy nagle podbiegł do mnie jakiś chłopiec.
-Mamo! Tata nie chce się ze mną zgodzić!
Byłam w stu procentach pewna, że mówi do mnie. Wdrapał się na łóżko a następnie na moje kolana.
-O co chodzi?- spytałam go z czułością.
-Tata mówi że Nicole będzie miała na imię Monic.
-Mogę cię zapewnić, że na pewno będzie się nazywać Nicole.- powiedziałam.
Nagle przez nieznane mi drzwi wyszedł Wojna. Chłopiec uśmiechnął się do niego z wyższością.
-Widzisz tato?- powiedział z wyższością w głosie.- Ona ma na imię Nicole.
Chwila, chwila. On niby jest ojcem dziecka, które nazywa mnie matką? I czemu mówię takie dziwne rzeczy?
- Naprawdę?- powiedział, unosząc brew.- Myślałem, że cię przekonałem.
-Nigdy mnie nie przekonasz.- O udało mi się powiedzieć coś swojego.
Chłopak usiadł obok mnie i mnie pocałował. Byłam kompletnym szoku. Odsunął się ode mnie i uśmiechnął. Byłam zdezorientowana.
-Nicole.- powiedziałam po chwili.
-W nocy bardziej się postaram.
-To nie fair. Ja nie mogę się bardziej postarać.
-Nie musisz.- zapewniłam go.
Chłopiec uśmiechnął się. W następnej chwili przyszedł Zaraza. Mały pobiegł do niego i poszli do tamtego pokoju.
-Dlaczego nie Monic?- zapytał Whawhai.
-Mówiłam ci przecież, że tak miała na imię dziewczyna, która mi dokuczała. To imię mi się źle kojarzy.- czemu ja mu to mówię.
-Niech ci będzie.- mruknął i pocałował mnie.- Ale nie zrezygnuję z tego nocnych planów.
Nie wiem czemu się uśmiechnęłam. A jeszcze gorsze było to, że sama go po chwili pocałowałam.
Obudziłam się zdezorientowana. Spojrzałam na chłopaka zdziwiona. Nie spał.
-Chyba byłam w twoim śnie.- powiedziałam.
-Mnie nie śnią się dzieci.- warknął.
-Nikt nic nie mówił o dzieciach.
Zamilkł. Punkt dla mnie. Chłopak westchnął i pocałował mnie. Tak samo jak we śnie. Z dziwnym leniwym zaangażowaniem od którego moje serce wrzuciło na wyższy bieg. Byłam w szoku. Po chwili chłopak delikatnie pchnął mnie na łóżko i położył się na mnie. Nie mogłam się poruszyć. Jego usta zjechały na moją szyję.
-P...przestań.- zająknęłam się.
-Nie.- powiedział.
Po jego głosie można było poznać, że się uśmiecha.
-Proszę.- powiedziałam ledwie panują nad głosem.
Pokręcił głową.
-Nie ujdzie ci to płazem zwłaszcza, że teraz wiem co na ciebie działa.
-Proszę.- szepnęłam.- Ja nie chcę. Myślisz, że taka chwila jest coś warta jeśli później jej się żałuje?
Zatrzymał się. Po chwili położył się obok mnie i mocno mnie objął. Czemu nagle zaczęłam inaczej reagować na jego dotyk? Gdy tylko mnie dotknął przeszły mnie dziwne dreszcze. Zaczął głaskać mnie po głowie a po chwili wplótł palce w moje włosy. Czułam się jakbym była mu podana na tacy. To było paskudne uczucie. Zamknęłam oczy by nie musieć tego czuć jednak to wrażenie mnie nie opuszczało.
-Kocham cię.- szepnął.
-Nie kłam.- mówię mając nadzieję, że mam rację.
Jaka szkoda że się myliłam. By przekonać mnie co do prawdy tych słów pocałował mnie. Teraz robił to znacznie częściej. Wiedział przecież, że przynosi to oczekiwany efekt. Bałam się, że teraz nic go nie powstrzyma. On jednak odsunął się ode mnie a ja zrobiłam to samo.
-Czyli teraz będziesz nie unikać?- zapytał.
-Teraz stałeś się jeszcze groźniejszy.
Westchnął i spojrzał na mnie.
-Co mam zrobić by nasze relacje były normalne?- zapytał.- Bym mógł się do ciebie zbliżyć?
-Nic nie możesz zrobić.- powiedziałam beznamiętnie.
Usiadłam oplatając nogi rękoma. Whawhai zszedł z łóżka i kucnął obok mnie. Delikatnie dotknął mojej dłoni a ja cofnęłam się. Jęknął.
-Nie masz nic do powiedzenia?- spytał z bólem.- Żadnej odzywki? Złośliwości?
Milczałam.
-Claire, proszę cię. Nie zachowuj się tak. To jest okropne.
Odwróciłam wzrok. Ten natomiast podniósł mnie, posadził sobie na kolana i przycisnął mnie do siebie. Zaczął mną delikatnie kołysać, głaskać o głowie i szeptać coś niezrozumiałego. Pocałował mnie w czubek głowy. Niech już przestanie. Czuję, że nie długo po prostu się złamię. Kiedyś obiecałam sobie, że nikt nie będzie przeze mnie cierpiał.
-Przestań.- szepnęłam.
Chyba mu ulżyło.
-Claire?
-Hm?
-Bardzo cię kocham.
-Ta.- odparłam sucho.
Następnie zaniósł mnie do kuchni i znów zrobił mi coś do jedzenia. Ignorowałam go więc od razu pojawił się obok.
-Maleńka, co jest?- spytał.
To określenie mnie zirytowało.
-Jak ty mnie nazwałeś?- zwróciłam się do niego zirytowana.
-Maleńka.- powtórzył z ciepłym uśmiechem.
Nikt już nie będzie mnie tak nazywał! Nigdy.
-Nigdy więcej tak do mnie się nie zwracaj.- syknęłam.
Chyba zauważył w tym jakieś drugie dno bo od razu spoważniał.
-Kto cię skrzywdził?- warknął.
Zamrugałam zaskoczona. Po prostu powiedziałam mu, że nie chcę by mnie tak nazywał.
-Chodziłam z takim jednym...- odparłam zmieszana.- dość szybko zerwaliśmy...
-Ty z nim?
Pokiwałam głową.
-Zgaduję, że nie mógł się z tym pogodzić.
Znowu pokiwałam głową.
-Stalker?-zapytał po raz kolejny.
Jak on zgaduje? Czyta mi w myślach? Jednak potwierdziłam. Nie miałam bladego pojęcia o co mu chodzi? Jednak on po prostu przytulił mnie. Spięłam się, co okazało się dziwnie trudne.
-Mogę go zabić?- zapytał.
Odsunęłam go od siebie.
-Co?- spytałam zszokowana.
-Nie pozwolę nikomu cię prześladować.
-A ty niby mogłeś?
Milczał.
-Z resztą, nie możesz go zabić. Nie tak po prostu.
-Mogę.- powiedział spokojnie.
-Nie, nie możesz.
Pocałował mnie w usta.
-Jednak bym chciał.
-N...nie pozwolę ci na to.
-Jesteś słodka.
-Och, odczep się.- mruknęłam.
-Jak będziesz jeść, kotku.

Odwróciłam głowę. Zaśmiał się.

niedziela, 9 listopada 2014

I oto ten będzie oceniany!

Siostra cały czas truje mi... znaczy się namawia mnie na ocenę tego bloga. Od razu mówię, że teraz (czyli gdy to piszę) jestem trochę sceptyczna. O co chodzi? Mianowicie o to że:

1. Nie czytałam jeszcze tego bloga. To co piszę teraz piszę jest najzupełniej w ciemno.
2. Jest tam postać która nie przypadła mi do gustu wcześniej (tak, to fanfiction) więc postaram się nie dostawać szału gdy ten się pojawi.

Ok, koniec gadania czas zabrać się do pracy.

Blog pod tytułem Harry Potter i Siła Życia chyba (nawet siostra mi tego nie potrafi powiedzieć na 100%). Autorką jest Rockowa_Pumcia. No to co? Jedziemy?

Akcja zaczyna się na ulicy... bez skojarzeń! To tylko wieczór a Harry po prostu spaceruje. Jednak pora późna i wraca do domu, do pokoju. Wspomina  tym jak to się zaczęło, że jest Chłopcem-Który-Przeżył. Następne wspomnienia to nauka w Hogwarcie. Gdybyście wy mieli taką jazdę w szkole to też byście wspominali. Przerywa mu ciotka wrzeszcząc, że kolacja już na stole. Nie wiem czemu nazywa to kolacja. Pół... nie chwila, ćwierć grejpfruta. Serio. A to czemu głodzą Harry'ego? Bo Dudley był na diecie. Sprawiedliwe? Nie. A czy oni wiedzą co to sprawiedliwe traktowanie? No nie wydaje mi się. Wracając do opowiadania. Gdy Harry wraca do pokoju wcina słodycze. Spryciarzu. Następnego ranka kupił od sowy gazetę i po przeczytaniu jej zszedł na śniadanie. Tam dowiedział się, że próbowano porwać ministra. Rozpoznał dwójkę, Snape'a i Bellatriks. Nie zwracając na nikogo uwagi wrócił wściekły do swojego pokoju. Krążył po nim jak sęp dopóki nie przyleciała sowa Rona. Dostarczyła mu zaproszenie na ślub Billa i Fleur oraz list od Rona. Potwierdził swoją obecność po czym zszedł na dół i oświadczył, że jutro o jedenastej odejdzie odejdzie stąd na zawsze. W pokoju znów zaczął rozmyślać (może zostanie filozofem?). Najpierw o dziewczynie (przecież ważniejsze) a następnie o horkruksach (też ważne). Następnie przypomniał sobie o własnych urodzinach (a czy to ważne?) po których będzie mógł czarować (a, no chyba, że tak). Następnego dnia wstał gdy przyleciała poczta. I znów zszedł na "śniadanie". I tam doznał szoku. Oni się z nim pożegnali! Wtf?! Najpierw wredoty a teraz to mili? Posrało ich? Z resztą nie ważne. O jedenastej przybyli po niego Remus Lupin, Ron który przypakował i jego ojciec. Przenieśli się do Nory gdzie rzuciła się na niego Hermiona (czyżby morderstwo?) i przywitała go (e, szkoda). Na obiedzie dowiedział się, że Ginny siedzi w pokoju odkąd z nią zerwał (syndrom supermana, że  Harry, on go ma). Następnie przeszli na temat horkruksów (czemu oni mówią albo o Ginny albo o nich? to jakieś zboczenie zawodowe?). Następnego dnia obudził go Ron. Sprowadził na dół, na śniadanie i urodzinową niespodziankę. Następnie udał się do pokoju rudowłosej. Porozmawiali i zeszli się. Niestety Ron wygadał się braciom a oni reszcie. W takiej atmosferze minęły mu urodziny. Dalej przygotowywali ślub i pojechali po prezenty. Jednak w nocy miał koszmar. Widział jak Voldzio planuje zaatakować Wesley'ów na ślubie. O 18:00. Harry oczywiście powiedział reszcie co widział i podjęto odpowiednie środki. Następnego dnia przed osiemnastą mieli przybyć Aurorzy i Zakon. Harry onownie położył się spać i tym razem śniła mu się Ginny (widzicie, albo zło albo jego dziewczyna. czy widzicie jakiś związek?). Przygotowania, przebieranie się (Harry i Ron mieli problemy z włosami), zachwyt chłopców nad Ginny i Hermioną, ślub i atak. Punktualnie o osiemnastej. Zaklęcia padają na lewo i prawo. Śmierciożercy w wyraźnej defensywie, wszyscy walczą. Nagle Harry obrywa Sectumsempra i pada. Czuje że to koniec.

Czy Harry umrze? Co z innymi? Tego dowiecie się czytając dalej bloga. Macie link od razu do pierwszego rozdziału.

Zalecenia Gala Anonima: NO IDŹ I CZYTAJ!! NIE MAM BLADEGO POJĘCIA CO TU JESZCZE ROBISZ!! OCZYWIŚCIE OPRÓCZ TEGO, ŻE MARNUJESZ CZAS!!

czwartek, 16 października 2014

Rozdział Osiemnasty

Tak, wiem. Po tak masywnej nieobecności przyszłam wam z takim czymś. Dla pocieszenia mam nową ofiarę. I niedługo albo jeszcze dziś poszukam nowych. Blogerzy bójcie się.

Oto rozdział. Nie czytać.

Ciągle czułam czyjeś ramiona obejmujące nie w tali, przyciskające moje plecy do czyjejś piersi, oddech na mojej głowie a co jakiś czas usta na jej czubku. Ale wszystko co czułam wprawiało mnie w obrzydzenie. To nie był Evan. A tylko on się liczył. Ze snu wyrwało mnie jedno słowo.
-Kochanie.
Czułość w jego głosie spowodowała mój odruch wymiotny.
-Pomożesz mi w czymś?- zapytał.
-Mowy nie ma.- warknęłam.
-To nic wielkiego. Uwierz mi.
-Tobie?- zakpiłam.
-To może układ? Bardzo korzystny. Ty mi pomożesz a ja nie będę cię nigdy cię nie zgwałcę, nie zmuszę do pocałunku i nie będę cię obmacywał. Co ty na to?
Zamknęłam oczy.
-Co mam zrobić?
Usiadłam i odsunęłam się od niego. Spojrzałam na niego a on wskazał na swoje przedramię. Gdy na nie spojrzałam musiałam zakryć ręką usta. Kula średnicy kciuka tkwiła niedaleko zgięcia łokcia. Włożył w moją dłoń pęsetę. Spojrzałam na niego przerażona.
-Mam ją wyjąć?!
Mój głoś był piskliwy. No cóż to była przerażająca propozycja.
-Masz szansę sprawić mi trochę bólu. Możesz się zemścić za chłopaka.
I to dodało mi zapału. Zamierzyłam się i wyciągnęłam kulę. Krew trysnęła a ja krzyknęłam. Czułam ciepłą ciesz na twarzy… i szyi… i ramionach… i tułowiu. Oddychałam płytko i trzęsłam się. Po chwili mocno mnie objął. W tym momencie na chwilę przestałam myśleć o tym kim jest i co zrobił. Byłam tylko roztrzęsioną dziewczyną a on jedyną osobą która była w pobliżu. Gdy udało mi się pozbierać odsunęłam się od niego i poszłam do łazienki. Umyłam twarz i ręce. Drzwi nagle się otworzyły. Wojna. Trzymał w rękach dużą ilość krwistoczerwonego materiału. Co ja miałam z tym zrobić? Rozwiesić we wszystkich oknach czy może uszyć w tego pościel? Co tam jedną, dwie!
-Co to?- zapytam.
-Pomyślałem, że będziesz chciała się przebrać. Daj mi od razu piżamę to pozbędę się krwi.
-Nie przebiorę się przy tobie.- powiedziałam twardo.
-Już widziałem cię nago.- powiedział spokojnie.- I nadal uważam, że jesteś piękna.
Przemilczałam to. Udawałam, że nie zabolało mnie to, że powiedział mi to więcej razy niż Evan zdążył.
-Rozłóż to.
Posłuchał. Była to suknia z gorsetem. Zdawało mi się, że nie zakryje całych moich piersi. Dół był rozkloszowany i pikowany a góra zdobiona brokatem i złotymi nićmi.
-Nie założę tego.
-Spróbuję innym razem.- powiedział.
Gdy przyniósł mi inne ubrania, niechętnie zdjęłam koszulę i szybko chwyciłam ubrania zasłaniając się nimi.
-Won.
Wyszedł i wreszcie mogłam skulić się na podłodze łazienki. Po jakimś czasie płaczu za Evanem i użalaniu się nad sobą ubrałam się i przekręciłam klucz w drzwiach. Nie minęła nawet sekunda gdy zaczął pukać do drzwi.
-Otwórz kochanie.
Nie chcę by mnie tak nazywał.
-Mam imię.- warknęłam.
-Clarie.- wypowiedział je miękko a mnie zaczęły się wnętrzności skręcać.- Otwórz te drzwi, proszę.
-Nigdy.- powiedziałam z odrazą.
-Jak mam cię karmić?- zapytał.
Prychnęłam. Próbował wymyślić coś na szybko.
-Nie obchodzi mnie to. Jak dla mnie nie musisz się starać.- odpowiedziałam.
Jednak coś wymyślił. Pozbył się ślicznie zdobionej kratki w drzwiach i tamtędy przekazywał jedzenie. Chyba nie muszę wspominać, że go nie tknęłam. Zasnęłam na podłodze, unikając pościeli którą przekazał. Obudziłam się chyba następnego dnia, nie wiem. Światło w łazience nie zmieniło się od wczoraj. Wzięłam kąpiel bo spałam w ubraniach. Jednak gdy wyszłam spod prysznica czekała na mnie suknia a nie jeansy i koszulka z Bleach. Otuliłam się rącznikiem i usiadłam w kącie. Po jakimś czasie ponowił próbę dostania się do środka… chyba.
-Kochanie, mam nadzieję, że się ubrałaś bo mam dość twojego samo zaniedbania więc po prostu wejdę tam i cię stamtąd wyniosę.
Groźby, żałosne. Zamknęłam oczy i oparłam się głową o kafelki. Zaczął liczyć od 50 w dół. Jak na moje mógł zacząć od miliona bo efekt będzie ten sam. Zastanawiałam się co robić z tym dniem. Gdy brałam prysznic łyknęłam trochę wody. Bez jedzenia da się ponoć przeżyć tydzień. Sprawdzę. Z wodą nie będzie problemu, przecież to łazienka. Może sobie pośpię? No ale tak całe dnie spać? W sumie dla rozrywki mogę posłuchać jego biadolenia. Dotarł do 15 i zaczął liczyć głośniej. Przy 3 prawie krzyczał. Ułożyłam się na podłodze by podrzemać sobie gdy nade mną pojawił się cień. Otworzyłam oczy i krzyknęłam, zrywając się do pozycji siedzącej. Jest tu! Niech to, przecież nawet nie otwierał drzwi! Dla pewności wychyliłam się i sprawdziłam. Były zamknięte.
-Jesteśmy w końcu u mnie, kochanie.- jego ton był szorstki ale to tylko spowodowało, że jeszcze bardziej chciałam się z nim wykłócać.
-Mnie też nie podoba się, że tu jestem.- warknęłam.
On tylko zmrużył oczy i podniósł mnie. Zaczęłam na niego krzyczeć ale nic sobie z tego nie robił. Jak również z tego, że waliłam go pięściami. Posadził mnie w fotelu i wrócił do łazienki. Wyszedł z niej trzymając to czerwone coś.
-Mówiłam, że tego nie ubiorę.
-Albo będziesz to nosić- nachylił się nade mną i położył mi suknię na kolana.- albo będziesz chodzić nago.- mówiąc to chwycił brzeg ręcznika.- Żarty się skończyły kochanie.
Po czym wcisnął mi swój język do ust. Jęknęłam i zaczęłam walić go jak popadnie. Rozwinął ręcznik a ja jęknęłam. Zaczęłam płakać. Nie chciałam by tak to się skończyło. Znieruchomiał i powoli odsunął się.
-Widzisz kochanie? Nie słuchasz się i jak to się kończy?  Bądź grzeczna.
Wyprostował się i wolno przesunął po mnie wzrokiem. Cała się trzęsłam. On natomiast nic sobie z tego nie robiąc poszedł do łazienki. Wykorzystałam to i przekradłam się do łóżka gdzie opatuliłam się kołdrą. Gdy do moich uszu dobiegł dźwięk lecącej z pod prysznica wody odetchnęłam z ulgą. Zamknęłam oczy i od razu zasnęłam. Jednak nie spałam zbyt długo. Powód? Mój żołądek nie dawał mi spokoju nawet we śnie. Cały czas śniło mi się jedzenie. Mój mózg to chyba lubi się nade mną znęcać. Jednak gdy tylko otworzyłam oczy przestała mi się podobać pozycja w jakiej się znajdowałam. Wojna siedział na łóżku a ja otulona kołdrą na jego kolanach. Odruchem było już trzęsienie się a przerażenie było normą. Szarpnęłam się jednak on tylko wzmocnił uścisk. Z moich oczu już płynęły łzy.
-Puść mnie.- jęknęłam.
-Wiesz, że tego nie zrobię.- szepnął w czubek mojej głowy.
-Dlaczego teką satysfakcję sprawia ci dręczenie mnie?
Westchnięcie. Niespodziewanie wstał i zaniósł mnie do kuchni. Posadziwszy na taborecie, przygotował coś do jedzenia po czym postawił przede mną tosty z serem. Przeklęłam w duchu ale nic nie tknęłam. Whawhai usiadł naprzeciw, wziął jedną kanapkę z talerza i przysunął mi ją do ust. Odwróciłam głowę.
-Niejadek.- usłyszałam.
Wzruszyłam tylko ramionami.
-Spójrz na mnie.
Zrobiłam to niechętnie. On ugryzł kanapkę i zaczął udawać, że się krztusi. Po chwili przestał.
-A nie. Jednak tego nie otrułem.- z powrotem kanapka znalazła się przed moimi ustami.- a teraz jedz. Bo uwierz mi kochanie, znajdę sposób by cię do tego nakłonić.
Powoli wzięłam gryz kanapki i niechętnie zaczęłam ją przeżuwać. Starałam się nie patrzyć na jego pełną zadowolenia minę. Po posiłku znów mnie podniósł i położył z powrotem do łóżka. Odwróciłam się od niego. Wojna natomiast położył się obok mnie i objął mnie w pasie. Wzdrygnęłam się.
Tak minęło kilka dni. Od jakiś dwóch mam wyższą temperaturę. Przemilczałam ten fakt. Leżę na boku mając na sobie zwykłe spodnie i koszulkę. Udało mi się to wynegocjować… za pocałunek. Fuj. Oczywiście omal mnie przy tym nie zgwałcił. Więc tak sobie leżę i rozmyślam gdy nagle Wojna podchodzi do nie i niemal zdziera ze mnie koszulkę. Zaczęłam się szarpać.
-Mogłabyś się czasem powstrzymać z tym wierceniem.
W tym momencie poczułam jego palce… rozsmarowywujące mi coś na brzuchu. Znieruchomiałam. Następnie wysmarował mi tym samym niewiadomo-czym plecy, to czego nie zasłaniała koszulka na dekolcie i stopy. Następnie wszedł pod kołdrę i przycisnął mnie do siebie.
-Co ty…
-Milcz.- przewał mi.
-Ale…

-Po prostu leż cicho.



 Kto przeczytał?

sobota, 13 września 2014

Tożsamość............

Witajcie... Oto nadszedł czas by zdradzić wam kim jestem. Gal Anonim to.... JA! Ha ha ha ha ha! Myśleliście, że serio wam to zdradzę. Moje marzenie to ujrzeć wasze twarze w tym momencie. 

A teraz na poważnie. Moje imię i resztą nieistotnych szczegółów zdradzę wam gdy postanowię się pożegnać. Wiecie wtedy nie byłoby już sensu być Galem Anonimem. Bo jakby to wyglądało Gal Anonim jest Józią, Zuzią czy kim tam innym. Więc po co je wtedy zdradzę? Byście wiedzieli, kogo tak nie lubiliście. 

Może w zamian co nieco o mnie.

Oczy mam jakie mam.

Włosy też jakieś tam są (choć ostatnio ich kolor mnie zdziwił). Tak! Zaskoczył mnie kolor moich własnych włosów. Myślałam, że mają inny. Bo wiecie.. jeśli człowiek patrzy w lustro kiedy się czesze (nie zwracam uwagi na taki detal jak kolor) albo gdy zamyka szafkę, to nie ma się czemu dziwić. 

Co tam jeszcze.... W sumie nic.

Narka.

poniedziałek, 8 września 2014

No to teraz może ten?

W dzisiaj torturowanym blogu nie ma czarów, jest za to spora dawka normalnego codziennego życia. Takiego jakie my wiedziemy... no chyba że ktoś tu jest czarodziejem, herosem czy wilkołakiem... nie wnikam a jeśli tak to przepraszam. Blog jest autorstwa aG.x a zwie się SEEM LIKE A DREAM (link do spisu treści). Blog jest co prawda zakończony ale krąży po sieci to może stać się moją ofiarą. 

A więc zaczynamy.

Główną bohaterkę czyli Klarę poznajemy gdy szykuje się na zakończenie roku szkolnego. A to nie dość że koniec roku to i szkoły. Dziewczyna lekko spóźniona dociera do budynku wraz z przyjaciółką. Cieszy się, bo no cóż, lubiana nie była. Zajmuje swoje miejsce gdy kończy się próba mikrofonu.... Zaraz, zaraz. Czyli nie była spóźniona, bo nic się jeszcze nie zaczęło. W takim razie czemu panna "jej jędzowatość" i jej trupa patrzy na nią z dezaprobatą? What the...? Jednak z pomocą przyjaciółki (wiecie pomoc typu: trzymaj mnie albo odwiedzaj w więzieniu) udało jej się przetrwać zakończenie roku. Gdy tylko wraca do domu, wzywają ją rodzice (uwaga, uwaga nadlatuje bombowiec...). Dziewczyna siada przed nimi (uwaga, uwaga bomba leci...). Ci oznajmiają jej, że ojciec (jej, nie mój) dostał awans i przeprowadzają się do Filadelfii (i jebudu... pierdykła bomba). Dziewczyna jest załamana. No wiecie, własne plany miała a tu nagle takie coś. Nie fajnie rodzice, trzeba było powiedzieć wcześniej. 
(tego można nie czytać)
Na takie rzeczy trzeba się psychicznie przygotować. Z resztą rodzice sami o tym zadecydowali! To nie kupno mąki czy garnka, to poważna sprawa i dzieci też powinny mieć chociaż świadomość, że coś takiego nadchodzi. Ale nie, rodzice sobie ryzykują. 
(dobra, tu jest powrót do akcji a koniec mojego wywodu na temat tych starych)
Dwa dni pakowania się później przychodzi Ania czyli przyjaciółka Klary. Gadają sobie i tu muszę zacytować "Tak jakbyśmy podświadomie chciały te pięć miesięcy w jedną noc". Ona to specjalnie napisała, żeby mnie dobić. Serio. Chusteczki, ratunku! 
Gdy już dolecieli zatrzymali się koło pięknego domu. Nie ich domu. Wiecie czemu? Bo ich dom był w remoncie i mieli mieszkać w przyczepie. Serio?! W przyczepie?! Jaja se chłop robi?! Ach i jeszcze, że by było "milej" bagaże utknęły w podróży i będą za cztery dni. Katastrofa pełną gębą.
Trzy dni później wciąż lało. Klara groziła, że uda się do psychiatryka jeśli pogoda się nie zmieni. Na szczęście jednak dla jej zdrowia psychicznego godzinę później, jak zapowiadał jej tata (czyżby wróżbita) wyszło słońce. Dziewczyna wyszła na dwór ze swoją siostrą, Elizą. Poszły na plac zabaw. Po jakimś czasie gdy wracały do domu mała znalazła kota. Zabrały go do "domu" gdzie ku zdziwieniu Klary ich mama zgodziła się go zatrzymać, dopóki nie znajdzie się właściciel. Gdy po kilku dniach nikt się nie zgłosił dziewczyna traciła nadzieję. Ten kot to potwór. Gdy pewnego dnia była sama. Wyciągnęła się wygodnie i zasnęła z książką. Obudził ją dziwny zapach. Wiecie co się stało? To głupie coś (czytaj kot) wylał na jej głowę butelkę z wybielaczem. Serio. Dziewczyna wywaliła sierściucha i poszła ratować włosy. Z marnym skutkiem (gdyby ten kot trafił na mnie był by martwy... nie że tak kocham włosy... po prostu uwielbiam przekazywać innym, że coś mnie wkurzyło). Gdy wróciła jej rodzicielka z siostrą od razu poszły do fryzjera. 

Czy to coś da? Czy spotka ją więcej nieszczęść? Czytajcie. 

Zalecenia Gala Anonima: NO IDŹ TO CZYTAĆ. NO IDŹ. TO TYLKO 30 ROZDZIAŁÓW + EPILOG. NO JUŻ. CHOCIAŻ ZACZNIJ. 

WooW

Chcę sprawdzić co się ciekawego dzieje na bloggerze. Może ktoś coś napisał. Spoglądam wyżej a moja mina to mniej więcej taka się zrobiła.


-Cz...cz... CZTERY?!- pytam samą siebie. 
Raz po raz sprawdzam ale to prawda. Licznik wskazuje już 4001 wyświetleń. O rany. Mnie się nawet taka niebotyczna suma tu nie marzyła. 

Jakieś... hm no nie wiem... pytania, propozycje czy sprawy macie? 

W tym poście to już koniec. Do następnego.

niedziela, 7 września 2014

O kim dziś? Zobaczysz...

Tego bloga pisze Ola Kowalska a nisi on tytuł Historia Jo i Syktusa. No to lecimy z tym koksem...

Joanna jechała pociągiem do Hogwartu, rozpamiętując przeszłość, Do rzeczywistości przywołuje ją Elwira, jej przyjaciółka. Do przedziału wchodzi gościu w czerni i z czarnymi włosami (czyżby kolo był Gotem?) i kazał prefektom iść do jego przedziału. A nie! To Snape. A czy on nie... nieważne. Jo wstaje i po drodze odejmuje punkty, Ślizgonom oczywiście. Ale nosił wilk razy kilka i ponieśli też wilka. Jo na wejście dostaje punkty karne i szlaban.Okazuje się, że mają przygotować Bal Bożonarodzeniowy więc Jo będzie pomagać Snape'owi a znienawidzony (przez Jo) Nathair Malfoy, pani Granger. Po czym poszli do swoich przedziałów. Następnego dnia czerwono włosa obudziła się z koszmarów. Pijana matka się wyżywała. Ubrała się, poczytała i poszła na śniadanie.
 Po śniadaniu poszły na lekcję a tam nauczyciele się kłócą. A dlaczego bo pan Syktus Snape chciał na świąteczne barwy dać zieleń i srebro. Zieleń i srebro?! A co to? Bal z okazji wszystkich Ślizgonów? Na lekcji bawili się kolorem oczu (ja też tak chce). Następnie poopalały się na błoniach przez co spóźniły się na lekcje. Lipa! Elwira dostała szlaban u Filcha a Jo miała przedłużenie kary. Potem ujemne punkty za robienie sobie żartów. Szkoda tylko, że nie robiły ich sobie. Jo miała po prostu nadprogramową wiedzę. I Gryfindor dostał 15 punktów. I wszyscy wstrzymują oddech bo szok trzyma mocno. Po lekcji nasza bohaterka miała na chwilę zostać. Nauczyciel obleciał ją wzrokiem (dziwne) po czym wymruczał jej coś przy uchu (zbok, zbok jak nic, Jo, uciekaj, ja go przytrzymam. ratuj się. powiedz moim bliskim, że ich kochałam!) Po czym uciekła do dormitorium. Powiedziała przyjaciółce że przez Snape'a tak biegła (urządzicie mi pogrzeb jak będzie mi potrzebny?). Ta od razu powiedziała, że nie uwierzy w wersję pościgu ale gdy usłyszała, że ten ją pochwalił, przyznała, że już woli pościgi (no tak jak ktoś taki chwali to lepiej wiać). Potem ta przyznała, że lubi jego zapach. Na co jej przyjaciółka wystroiła ją na karę (a ja tu życie poświęcam). Ale ona i on? Co? Przecież on ma... Właściwie ile on ma lat?
 Gdy dziewczyna była przyszykowana poszła pod drzwi profesora. Gdy weszła psor próbował wcisnąć jej karę za strój a potem za podryw. Po jakimś czasie zaproponował jej herbatę (ale bez tabletki gwałtu?). Gdy zapytała kiedy ma pomóc z balem dowiedziała się, że w sobotę. Problem polegał na tym, że dziewczyny wtedy chciały lecieć po suknie. Więc Snape powiedział, że poleci z nimi (nauczyciel na zakupach z nastolatkami? może być ciekawie). Jo miała iść już do siebie ale nauczyciel zatrzymał ją i.. pocałował w policzek. Jo......

Chcecie wiedzieć co zrobiła Joanna, psełdo Jo? Co zrobi Syktus i co w ogóle będzie dalej? Powiem jedno: "Będzie, będzie zabawa. Będzie się działo. I do północy będzie mało. Będzie głośno..."

Zalecenia Gala Anonima: NO WEJDŹ NA TEGO BLOGA! LINK JUŻ MASZ! NA CO CZEKASZ?! JUŻ SZYBKO, SZYBKO, SZYBKO!!!